arść posiekanych pistacji na oliwę, ząbek czosnku, sztuk 2 anchois,
kilka ząbków czosnku marynowanego i... no dobra...srujnąłem nieco bianco
bezrozumnie, a raczej z premedytacją występując wbrew...
a do tego pędy cykorii na przegryzkę..;)
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anchois. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anchois. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 stycznia 2014
poniedziałek, 23 września 2013
królik z kaparami i anchois...
najpierw poszedłem do sklepu...zobaczyłem królika...zadobyłem...
i wymyśliłem sobie, że jakby go tak a anchois...??;>
poszperałem i znalazłem...
najpierw kazali rzucić na oliwę posiekany czosnek, szałwię i gałązkę rozmarynu...
potem zesmażyć na tym królika, ogień na minimum, pokrywka i godzina pyrkotania...
jako, że inni zalecali rzucić oliwki, to ich też posłuchałem...nie posłuchałem tylko odnośnie bianco...znaczy nie chciało mi się butelki otwierać, bo wypić bym musiał, a dohtory zakazali...:(
podlałem dziada wodą, ale całkiem nieźle myślę zrobiłby mu lekki bulion warzywny...;)
wymiąchałem oczyszczone i posiekane anchois z soli z kaparami...polałem białym octem winnym z domieszką wody, wyjąłem mięso i sru do sosu...jak ocet wyparował wrzuciłem na 10 minut mięso i ... dobre było, ale następnym razem....
będzie jeszcze lepsze..;)
i wymyśliłem sobie, że jakby go tak a anchois...??;>
poszperałem i znalazłem...
najpierw kazali rzucić na oliwę posiekany czosnek, szałwię i gałązkę rozmarynu...
potem zesmażyć na tym królika, ogień na minimum, pokrywka i godzina pyrkotania...
jako, że inni zalecali rzucić oliwki, to ich też posłuchałem...nie posłuchałem tylko odnośnie bianco...znaczy nie chciało mi się butelki otwierać, bo wypić bym musiał, a dohtory zakazali...:(
podlałem dziada wodą, ale całkiem nieźle myślę zrobiłby mu lekki bulion warzywny...;)
wymiąchałem oczyszczone i posiekane anchois z soli z kaparami...polałem białym octem winnym z domieszką wody, wyjąłem mięso i sru do sosu...jak ocet wyparował wrzuciłem na 10 minut mięso i ... dobre było, ale następnym razem....
będzie jeszcze lepsze..;)
piątek, 30 sierpnia 2013
Spaghetti z anchois i pistacjami...;)
impuls mnie dopadł więc zeszkliłem na oliwie ząbek czosnku, stostowałem zielone pistacje i rozpuściłem anchois, podlałem rosołem z kurczaka, zredukowałem i wymiąchałem to wszystko ze spaghetti...;)
mogę polecić...danie szybkie , smaczne i pożywne...
sobota, 20 kwietnia 2013
spaghetti, pistacje, anchois... proste jest genialne..;)
znaczy tak mi się jakoś zamarzyło dzisiaj spaghetti z anchois...
zamarzyło to może zbyt delikatne określenie...myśl prześladowcza mnie
dopadła i prześladowała...
ale sobie pomyślałem jakby tak na modłę sycylijską tak troszkę..
wydłubałem garść pistacji i rzuciłem na oliwę..po chwili przekrojony ząbek czosnku i wyfiletowane anchois z soli..
opłukane oczywiście najpierw..srujnąłem bianco..wrzuciłem makaron i natkę...
i powiem Wam jedno...to jest genialne połączenie..tak genialne, że zupełnie zapomniałem o pieprzu, którym miałem w zamyśle sypnąć na talerz...:)
ale sobie pomyślałem jakby tak na modłę sycylijską tak troszkę..
wydłubałem garść pistacji i rzuciłem na oliwę..po chwili przekrojony ząbek czosnku i wyfiletowane anchois z soli..
opłukane oczywiście najpierw..srujnąłem bianco..wrzuciłem makaron i natkę...
i powiem Wam jedno...to jest genialne połączenie..tak genialne, że zupełnie zapomniałem o pieprzu, którym miałem w zamyśle sypnąć na talerz...:)
czwartek, 28 marca 2013
zapiekanka ziemniaczana z anchois...;)
jako, że stałem się posiadaczem puszki anchois wymyśliłem sobie , że coś zjem...z nimi znaczy...
i tak mi się ubzdurało, że kiedyś na fb widziałem jakąś cudowną potrawę w tym temacie...
tylko zapomniałem kto, co i kiedy..nie mówiąc już o tym jak się ta zemsta wikinga nazywała...
po konsultacjach z wujkiem Google.trafiłem na ten właśnie przepis na ..i tutaj już zapomniałem..wiem..superstarsi.. znaczy Ci bez sklerozy...
ale mi coś nie bardzo pasował stopień trudności, więc dalej pytałem, a potem to sobie wlałem szklaneczkę i zrobiłem po swojemu...
znaczy, jako, że dziś dzień gruntownej samooceny mam i... o ile do południa doszedłem do wniosku, że jestem zdolny...to teraz jestem już genialny...:DDDDDDD
ziemniaki w plasterki 2-3 mm..cebulę na 1 mm..
se pociąłem tak..
dno obryzgałem oliwą..
wyłożyłem tymi plasterkami ziemniaków..
na to posiekane kapary z soli..posiekane anchois z soli..;P
znaczy wypłukane z tej soli najpierw oczywiście..
pieprz biały, pecorino
gałki ociupinę
majeranku ździebko...
i rozmarynu się rozwijaj mi znaczy sypnąłem..;)
i cebulka..delikatnie..
i ziemniaki znowu..itd..itp..
ostatnie mają być ziemniaki...
i uwaga, bo teraz nastąpi zwrot akcji..
wymiąchujemy mleko ze śmietaną..znaczy tak mi mniej więcej 2:1 i zalewamy tą całą ziemniaczaną przekładankę..
i do pieca..200 C było i 45-50 minut..znaczy zalać trzeba tak do poziomu górnej warstwy..i na wierzch bułka tarta...całość równo zasypać..taki ładny kożuszek się robi..
i tak mi się ubzdurało, że kiedyś na fb widziałem jakąś cudowną potrawę w tym temacie...
tylko zapomniałem kto, co i kiedy..nie mówiąc już o tym jak się ta zemsta wikinga nazywała...
po konsultacjach z wujkiem Google.trafiłem na ten właśnie przepis na ..i tutaj już zapomniałem..wiem..superstarsi.. znaczy Ci bez sklerozy...
ale mi coś nie bardzo pasował stopień trudności, więc dalej pytałem, a potem to sobie wlałem szklaneczkę i zrobiłem po swojemu...
znaczy, jako, że dziś dzień gruntownej samooceny mam i... o ile do południa doszedłem do wniosku, że jestem zdolny...to teraz jestem już genialny...:DDDDDDD
ziemniaki w plasterki 2-3 mm..cebulę na 1 mm..
se pociąłem tak..
dno obryzgałem oliwą..
wyłożyłem tymi plasterkami ziemniaków..
na to posiekane kapary z soli..posiekane anchois z soli..;P
znaczy wypłukane z tej soli najpierw oczywiście..
pieprz biały, pecorino
gałki ociupinę
majeranku ździebko...
i rozmarynu się rozwijaj mi znaczy sypnąłem..;)
i cebulka..delikatnie..
i ziemniaki znowu..itd..itp..
ostatnie mają być ziemniaki...
i uwaga, bo teraz nastąpi zwrot akcji..
wymiąchujemy mleko ze śmietaną..znaczy tak mi mniej więcej 2:1 i zalewamy tą całą ziemniaczaną przekładankę..
i do pieca..200 C było i 45-50 minut..znaczy zalać trzeba tak do poziomu górnej warstwy..i na wierzch bułka tarta...całość równo zasypać..taki ładny kożuszek się robi..
środa, 27 marca 2013
karczochy al anchois...;)
znaczy karczochy oczyściłem..do wody z octem..
odcedziłem i do gara z oliwą i odrobiną wody...
ząbek czosnku, natka,kapary z soli, sól, pieprz
i 15 minut pod przykryciem..
karczochy won...
a w to miejsce wyfiletowane i posiekane drobno anchois..
jak się rozpuściły znowu na kilka minut karczochy...
warto spróbować..:)
środa, 22 lutego 2012
spaghetti alle sarde con finocchi... z fenkułem znaczy...
jako, że wczoraj straciłem masę czasu na wyszukiwaniu przepisów, przy okazji i niejako siłą rozpędu podpatrzyłem sobie również kilka sposobów na makaron... pozostając cały czas w klimatach Sycylii
na oliwę rzuciłem czosnek, peperoncino i anchois..
jak się zesmaczyło wrzuciłem pocięty na cieniutkie plasterki koper...i po chwili sardynki..i oczywiście chlust bianco..;)
wymerdałem, zredukowałem i wrzuciłem pokrojone w kostkę pomidory...
a następnie leciutki śnieżek bułki tartej..
makaron ugotował się już z częściami niejadalnymi fenkuła..więc walnąłem go do sosu..
i do miseczki..:D
na oliwę rzuciłem czosnek, peperoncino i anchois..
jak się zesmaczyło wrzuciłem pocięty na cieniutkie plasterki koper...i po chwili sardynki..i oczywiście chlust bianco..;)
wymerdałem, zredukowałem i wrzuciłem pokrojone w kostkę pomidory...
a następnie leciutki śnieżek bułki tartej..
makaron ugotował się już z częściami niejadalnymi fenkuła..więc walnąłem go do sosu..
i do miseczki..:D
wtorek, 21 lutego 2012
sałatka sycylijska z pomarańczami..;)
pół dnia wybierałem spośród miliona przepisów na sałatkę z fenkułem i pomarańczą, aż w końcu wybrałem..i nawet specjalnie modyfikować nie musiałem..pieprzu jedynie dodałem nieco..;)
kazali obrobić fenkuła..
pociąć go na cieniutkie i wsadzić do michy z zimną wodą, ale za diabła nie wiem po co...;)
potem kazali wyjąć, osuszyć i polać balsamico...żeby się przegryzło zostawić..;)
potem obrać pomarańcze, pokroić, wrzucić kilka pokrojonych anchois i dwa przepołowione ząbki czosnku..tego ostatniego też nie rozumiem..poplasterkowałem je i są całkiem dobre...:)
na koniec sól, oliwa i oregano...ja zmieliłem dodatkowo trójkolorowego pieprzu...
mogę polecić..mówili, ze działa oczyszczająco na ciało...to pomarańcze i duszę...fenkuła stosowała Święta Inkwizycja jako przyprawę do palonych na stosie...właśnie w charakterze oczyszczającym...:D
kazali obrobić fenkuła..
pociąć go na cieniutkie i wsadzić do michy z zimną wodą, ale za diabła nie wiem po co...;)
potem kazali wyjąć, osuszyć i polać balsamico...żeby się przegryzło zostawić..;)
potem obrać pomarańcze, pokroić, wrzucić kilka pokrojonych anchois i dwa przepołowione ząbki czosnku..tego ostatniego też nie rozumiem..poplasterkowałem je i są całkiem dobre...:)
na koniec sól, oliwa i oregano...ja zmieliłem dodatkowo trójkolorowego pieprzu...
mogę polecić..mówili, ze działa oczyszczająco na ciało...to pomarańcze i duszę...fenkuła stosowała Święta Inkwizycja jako przyprawę do palonych na stosie...właśnie w charakterze oczyszczającym...:D
czwartek, 26 stycznia 2012
pizza fritta..albo jakoś tak..;D
zgodnie ze starożytnym włoskim przepisem na pizzę wymiąchałem pół kilo mąki z drożdżami i drugie pół z solą..jak już sobie odpoczęło to wymiąchałem razem ..i do lodówki..
posiekałem pomidory suszone,peperoncino, anchois i cime di rape..dodałem oliwek i wymiąchałem z ciastem....
porobiłem kuleczki..
a jak nieco podrosły sru do frytkownicy..
a teraz sobie mogę zagryzać bianco..;)
posiekałem pomidory suszone,peperoncino, anchois i cime di rape..dodałem oliwek i wymiąchałem z ciastem....
porobiłem kuleczki..
a jak nieco podrosły sru do frytkownicy..
a teraz sobie mogę zagryzać bianco..;)
poniedziałek, 24 stycznia 2011
spaghetti alle acciughe
Danie genialne w swej prostocie i czasie przygotowania...;))
Do wrzącej wody wkładamy spaghetti i w tym samym czasie na rozgrzanej oliwie od baby rozpuszczamy kilka filecików anchois, ja dodałem również posiekanego czosnku. Kiedy już oliwa przejdzie aromatem posypujemy ją bułką tartą tak, aby wchłonęła całą oliwę...
Pozostaje już tylko odcedzić makaron i wymieszać wszystko razem...:))
Smacznego..
Do wrzącej wody wkładamy spaghetti i w tym samym czasie na rozgrzanej oliwie od baby rozpuszczamy kilka filecików anchois, ja dodałem również posiekanego czosnku. Kiedy już oliwa przejdzie aromatem posypujemy ją bułką tartą tak, aby wchłonęła całą oliwę...
Pozostaje już tylko odcedzić makaron i wymieszać wszystko razem...:))
Smacznego..
niedziela, 16 stycznia 2011
placki drożdżowe z patelni...;)
Jakoś tak mi ostatnio w głowę weszły wyroby z ciasta drożdżowego... a że przy tym wszystkim jeszcze leniwy jestem i szybko się nudzę, więc wymyśliłem sobie placki drożdżowe z patelni...
Nie będę twierdził, że sam sobie wymyśliłem i owszem idea była jak najbardziej moja, ale przepisów szukałem w sieci...znalazłem sztuk dwa i ... zrobiłem po swojemu...;))
rozpuściłem kilka gramów drożdży w ciepłym mleku i zagęściłem mąką do konsystencji gęstej śmietany dodając szczyptę soli i dwie łyżeczki cukru...
pozwoliłem popracować nieco drożdżom i dodałem mąki doprowadzając do konsystencji bardzo gęstego ciasta naleśnikowego i zostawiłem pod przykryciem na pół godziny... ale spoko..bez zegarka z sekundnikiem...;))
przygotowałem sobie anchois...znaczy posiekałem je na niewielkie kawałeczki i pociąłem na plasterki cukinię..
a potem to już szło..aż do znudzenia...
na patelni rozgrzałem oliwę od baby... proszę nie słuchajcie bajek, że oliwa z oliwek nie nadaje się do smażenia...owszem, jest mało ekonomiczna, bo jeśli mamy zamiar użyć dobrej oliwy to będzie ona kosztowała... ale lepiej moim zdaniem używać dobrego rzepakowego, czy słonecznikowego niż kiepskiej jakości oliwę..:)
Łyżką rzucałem na rozgrzaną patelnię ciasto...formując niewielkie placuszki, na które rzucałem plasterek cukinii i kilka kawałków anchois... szczyptę soli i nieco pieprzu...
po odpowiednim dosmażeniu dołu odwracałem na drugą stronę i gotowe..:))
Do produkcji zużyłem około 300 gram mąki i wyszło mi 18 placuszków...;)
Następnym razem jednak, postaram się przygotować więc3ej dodatków i robić je nieco mniejsze, tak na jednego gryza...;))
Nie będę twierdził, że sam sobie wymyśliłem i owszem idea była jak najbardziej moja, ale przepisów szukałem w sieci...znalazłem sztuk dwa i ... zrobiłem po swojemu...;))
rozpuściłem kilka gramów drożdży w ciepłym mleku i zagęściłem mąką do konsystencji gęstej śmietany dodając szczyptę soli i dwie łyżeczki cukru...
pozwoliłem popracować nieco drożdżom i dodałem mąki doprowadzając do konsystencji bardzo gęstego ciasta naleśnikowego i zostawiłem pod przykryciem na pół godziny... ale spoko..bez zegarka z sekundnikiem...;))
przygotowałem sobie anchois...znaczy posiekałem je na niewielkie kawałeczki i pociąłem na plasterki cukinię..
a potem to już szło..aż do znudzenia...
na patelni rozgrzałem oliwę od baby... proszę nie słuchajcie bajek, że oliwa z oliwek nie nadaje się do smażenia...owszem, jest mało ekonomiczna, bo jeśli mamy zamiar użyć dobrej oliwy to będzie ona kosztowała... ale lepiej moim zdaniem używać dobrego rzepakowego, czy słonecznikowego niż kiepskiej jakości oliwę..:)
Łyżką rzucałem na rozgrzaną patelnię ciasto...formując niewielkie placuszki, na które rzucałem plasterek cukinii i kilka kawałków anchois... szczyptę soli i nieco pieprzu...
po odpowiednim dosmażeniu dołu odwracałem na drugą stronę i gotowe..:))
Do produkcji zużyłem około 300 gram mąki i wyszło mi 18 placuszków...;)
Następnym razem jednak, postaram się przygotować więc3ej dodatków i robić je nieco mniejsze, tak na jednego gryza...;))
czwartek, 13 stycznia 2011
Kluski na parze...aglio, olio, peperoncino e anchois...;))
Sobie pozwoliłem na mały żarcik kulinarny, aczkolwiek z głeboko patriotycznym podtekstem.
Wg moich informacji Włosi nie przyrządzają klusków na parze... jeśli jest inaczej proszę o informacje na ten temat. W sumie to nie wiem dlaczego..możliwe, że nie zdążą zżerając ciasto drożdżowe w postaci pizzy...???;))
W każdym razie postanowiłem wnieść swój wkład w zacieśnienie polsko-włoskiej przyjaźni kulinarnej i od kilku dni z moim przyjacielem, właścicielem restauracji, Christianem usiłujemy znaleźć jak najlepsze połączenie...akceptowalne przez włoskie podniebienia i szowinizm.
Próbowaliśmy z sosem łososiowym, all'arrabiata... były dobre, ale dzisiejszej nocy odkryłem wręcz cudowne połączenie...
aglio, olio, peperoncino i anchois...
Nie będę opisywał jak robiłem ciasto, bo jak sobie pomyślę o czekającym mnie sprzątaniu kuchni to już mi się odechciewa... dodałem nieco więcej cukru niż zalecają znane mi przepisy..
czosnek, anchois i peperoncino posiekałem...
rzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby i pozwoliłem przejść smakami...
wynik przeszedł moje oczekiwania... naprawdę serdecznie polecam i mam nadzieję, że i klienci restauracji zachwycą się tym smakiem...
Wg moich informacji Włosi nie przyrządzają klusków na parze... jeśli jest inaczej proszę o informacje na ten temat. W sumie to nie wiem dlaczego..możliwe, że nie zdążą zżerając ciasto drożdżowe w postaci pizzy...???;))
W każdym razie postanowiłem wnieść swój wkład w zacieśnienie polsko-włoskiej przyjaźni kulinarnej i od kilku dni z moim przyjacielem, właścicielem restauracji, Christianem usiłujemy znaleźć jak najlepsze połączenie...akceptowalne przez włoskie podniebienia i szowinizm.
Próbowaliśmy z sosem łososiowym, all'arrabiata... były dobre, ale dzisiejszej nocy odkryłem wręcz cudowne połączenie...
aglio, olio, peperoncino i anchois...
Nie będę opisywał jak robiłem ciasto, bo jak sobie pomyślę o czekającym mnie sprzątaniu kuchni to już mi się odechciewa... dodałem nieco więcej cukru niż zalecają znane mi przepisy..
czosnek, anchois i peperoncino posiekałem...
rzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby i pozwoliłem przejść smakami...
wynik przeszedł moje oczekiwania... naprawdę serdecznie polecam i mam nadzieję, że i klienci restauracji zachwycą się tym smakiem...
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Prawie dietetyczne placki cukiniowo-marchwiowe Eli...;))
Nie będę nawet próbował udawać, że sam to wymyśliłem... zobaczyłem na forum kulinarnym... (ładniejsze od moich były, jakby mniej czarne..;)) jakoś tak mi w oko wpadły i postanowiłem zrobić, konsultując się z autorką...;))
daj podkład dźwiękowy...;))Eli :cukinia, marchewka sztuków 2 , pół dużej cebuli , 2 ząbki czosnku
co tam namieszałaś...???:))
Eli :Cukinię starta na tarce z dużymi oczkami , marchewka , cebula i czoch na drobnej .tak mi napisała i jak zwykle jak człowiek kobiety posłucha to wyjdzie na tym...
zaczęło się od narzędzi...
ta z dużymi oczkami to chyba niby ta...
ale ta drobna to niby z boku miała być...a u mnie z boku to jest tak
mniejsza z tym..od tyłu wziąłem...
Eli :Posoliłam , wymięchałam , odstawiłam na chwilę i odcisnęłam
nadmiar wody.
Eli :Dodałam jajko, pieprz , łyżkę mąki , koperek .Znowu
i jak te kobiety kłamiom..w żywe oczy...łyżkę mąki mówi, a ja dodałem minimum 4 i jeszcze tak jakby za mało było...;ppp
koperku nie dodałem, bo za ciemno jest , żeby po rowach latać...;)
Eli :wymięchałam i na patelnię w formie placków i usmażyłam.
Eli :Jogurt naturalny wymieszałam z koperkiem , lekko posoliłam .a ja sobie tak pomyślałem, że taki jogurt w nadmiarze to mógłby mi na linię zaszkodzić, więc wziąłem majonez naturalny , posiekane anchois i peperoncino...;))
Placki, jogurt i łosoś wędzony i gotowe ;)
a tak na poważnie...to zrobiłem te placuszki dość małe...takie przekąskowe, ale o ile kobiety z natury przesadzają i wyolbrzymiają to Eli niestety stanowczo pomniejszyła...
trza 2x tyle materiału użyć...;ppp
no i uważać przy smażeniu...co prawda w smaku nie dało się wyczuć spalenizny, ale wizualnie, nie każdemu może odpowiadać...;))
wtorek, 4 stycznia 2011
Niby placki ziemniaczane...???...;))
swego czasu na jednym z forów kulinarnych chłopak miał problem co ugotować dla Włoszki...
no ja też miałem, ale krócej...oni tu placków ziemniaczanych nie znają...;))
więc zacząłem trzeć te ziemniaki...
ale przypomniało mi się, że przecież one mają tak , że jak coś nieznanego znajdą to do buzi nie wezmą...:((
no więc posiekałem czosnek, cebulę i peperoncino...
i rzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby z filecikami anchois...
posiekałem bakłażana,
marchew, seler i cime di rape...
i wrzuciłem na patelnię...podlałem bulionem i poddusiłem nieco...
a potem wymieszałem to z ryżem co mi z obiadu został...
ulepiłem placuszki...i walnąłem łychę warzywek...
a potem na głęboki olej...
tyle mi wyszło i jeszcze trochę... ;))
podlałem ono na patelni białym winem i poddusiłem nieco...a potem podlałem śmietaną i powstał piękny sos...;))
no ja też miałem, ale krócej...oni tu placków ziemniaczanych nie znają...;))
więc zacząłem trzeć te ziemniaki...
ale przypomniało mi się, że przecież one mają tak , że jak coś nieznanego znajdą to do buzi nie wezmą...:((
no więc posiekałem czosnek, cebulę i peperoncino...
i rzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby z filecikami anchois...
posiekałem bakłażana,
marchew, seler i cime di rape...
i wrzuciłem na patelnię...podlałem bulionem i poddusiłem nieco...
a potem wymieszałem to z ryżem co mi z obiadu został...
ulepiłem placuszki...i walnąłem łychę warzywek...
a potem na głęboki olej...
tyle mi wyszło i jeszcze trochę... ;))
podlałem ono na patelni białym winem i poddusiłem nieco...a potem podlałem śmietaną i powstał piękny sos...;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































