sobie wątrobę cielęcą zadobyłem..znaczy jakoś tak się zagadałem ze znajomym rzeźnikiem, że naładował mi ze trzy razy więcej niż potrzebowałem... no ale przecież nie wyrzucę...sobie wynalazłem trzy bardziej zachęcające przepisy..wylosowano mi jeden..i..
na patelni się topi masło..
na to roztopione powinienem rzucić pora drobniutko pociętego, ale przecież jak poszedłem do ulubionego warzywniaka i się go pytam, czy ma..to wybałuszył oczy jakby ufo spotkał..w końcu nawet w moją znajomość włoskiego zwątpiłem..niesłusznie zresztą, bo mu się przypomniało, że kiedyś to on widział takie cudo w telewizorze, ale tutaj nie sprowadza, bo nikt go nie kupi..więc w odruchu rozpaczy wyłudziłem od niego młodą cebulę ze szczypiorem w charakterze środka zastępczego.;)
jak ona znaczy ta cebula udająca pora już się wysmaczyła wrzuciłem wyciśnięte rodzynki..znaczy wycisnąłem, bo wcześniej zamoczyłem, bo gdybym nie zamoczył to by były suche..no ale kazali...i pinoli...
i utytłaną w mące wątrobę...po chwili..
i jak ją tak podsmażyłem na ostrym ogniu i z jednej i z drugiej jak jej nie srujnę balsamico..tak z pół szklanki..i poprawiłem 1/2 szklanki rosso..
zredukowałem..i warto było..:))
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzynki. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 marca 2012
sobota, 10 marca 2012
pasta alle sarde...znaczy Sycylia...;))
w ramach ostatniego sprzątania lodówki został mi do zutylizowania fenkuł..taki raczej dziki, a w każdym razie mało cywilizowany...
sięgnąłem więc do zasobów kuchni sycylijskiej i wynalazłem kilka przepisów...poczytałem..skonfrontowałem ze stanami magazynowymi..rozebrałem na czynniki pierwsze..poskładałem do kupy...
i wyszło mi tak..
kazali tego biednego fenkuła rozmontować i ugotować w dobrze osolonej wodzie..
posiekać drobno cebule i zesmaczyć oliwę...
w momencie kiedy zaczyna się już rumienić dorzucamy anchois,kilka rodzynek i pokrojonego fenkuła..wodę zostawiamy do gotowania makaronu..;)
i na końcu kawałki sardynek...
gotujemy, aż sardynki przestaną przypominać cokolwiek..;)
muchołapki się obudziły..;)
podlewamy nieco wodą spod makaronu..pieprzymy , solimy wrzucamy nieco szafranu...
wrzucamy makaron..miąchamy, miąchamy...
na talerz i sypiemy płatkami migdałów...
w sumie w 2 przepisach, które konfrontowałem różnice polegały jedynie na kolejności dodawania składników..w sensie rodzynek..:DDD
sięgnąłem więc do zasobów kuchni sycylijskiej i wynalazłem kilka przepisów...poczytałem..skonfrontowałem ze stanami magazynowymi..rozebrałem na czynniki pierwsze..poskładałem do kupy...
i wyszło mi tak..
kazali tego biednego fenkuła rozmontować i ugotować w dobrze osolonej wodzie..
posiekać drobno cebule i zesmaczyć oliwę...
w momencie kiedy zaczyna się już rumienić dorzucamy anchois,kilka rodzynek i pokrojonego fenkuła..wodę zostawiamy do gotowania makaronu..;)
i na końcu kawałki sardynek...
gotujemy, aż sardynki przestaną przypominać cokolwiek..;)
muchołapki się obudziły..;)
podlewamy nieco wodą spod makaronu..pieprzymy , solimy wrzucamy nieco szafranu...
wrzucamy makaron..miąchamy, miąchamy...
na talerz i sypiemy płatkami migdałów...
w sumie w 2 przepisach, które konfrontowałem różnice polegały jedynie na kolejności dodawania składników..w sensie rodzynek..:DDD
Subskrybuj:
Posty (Atom)









