muszę się ożenić... i to najlepiej z dwiema naraz, coby im lżej było...;>
kupiłem swego czasu cebule...duże, bo jednoosobowych nie było... i tak sobie pomyślałem, że bym może tak wątróbkę z cebulą...
poszedłem do mojego zaprzyjaźnionego i dopiero jak pocałowałem klamkę
przypomniałem sobie, że dziś czwartek... znaczy dzień bez handlu...:(
całe szczęście, że otworzyli w pobliżu bardziej kapitalistyczny sklep,
który też nie wiedział, że dziś czwartek...zadobyłem...;>
ale jak wszedłem do domu przypomniało mi się, że przecież mam jeszcze karczochy...kupiłem kiedyś zamiast czosnku...
znaczy rzuciłem na oliwę czosnek ( kupiłem zamiast ziemniaków), dorzuciłem karczochy... i sru... wody...:(
po 10 minutach dorzuciłem wątróbkę, kilka listków szałwii, pieprz, sól, kapka balsamico i natka pietruszki na koniec...
bardzo dobre było..:)
ale z bianco byłoby lepsze..;>
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wątróbki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wątróbki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 16 stycznia 2014
sobota, 2 marca 2013
Wątróbki w miodzie i balsamico z cacioricottą ..;)
proces tworzenia, a gotowanie jest takowym zdecydowanie poprawia
samopoczucie..ni mówiąc o tym, że człowiek przy okazji porządnie
zje...:DD
znaczy ... (nr1) najpierw na oliwie z masłem zesmażyłem na złoto cebulę..cebula won i w to miejsce powędrowała wątróbka..zesmażyłem dokładnie na koniec soląc i pieprząc obficie...
wrzuciłem z powrotem cebulkę, chlapnąłem balsamico..zredukowałem...srujnąłem bianco i walnąłem łychę miodu zanim się zredukować zdążyło...
a na koniec cacioricotta...
znaczy (nr2) polecić mogę...:DDD
znaczy ... (nr1) najpierw na oliwie z masłem zesmażyłem na złoto cebulę..cebula won i w to miejsce powędrowała wątróbka..zesmażyłem dokładnie na koniec soląc i pieprząc obficie...
wrzuciłem z powrotem cebulkę, chlapnąłem balsamico..zredukowałem...srujnąłem bianco i walnąłem łychę miodu zanim się zredukować zdążyło...
a na koniec cacioricotta...
znaczy (nr2) polecić mogę...:DDD
środa, 2 stycznia 2013
Wątróbka w pomarańczach..;)
jeszcze mi 0,5 kg zostało..:DDD
znaczy ząbek czosnku, peperoncino, rozmaryn i szałwię na oliwę z masłem..ostry ogień..składnik główny..
3 minuty... mały ogień...sól..pieprz...sok z pomarańczy..7 minut..
znaczy ząbek czosnku, peperoncino, rozmaryn i szałwię na oliwę z masłem..ostry ogień..składnik główny..
3 minuty... mały ogień...sól..pieprz...sok z pomarańczy..7 minut..
fegatini al rosso...;)
zaszedłem do sklepu i stałem jak ten głupek z otwartą gęba i cieknącą śliną...
znaczy wątróbki, które są tutaj w stanie wolnym trudno dostępne zobaczyłem..ale z sercami razem..
znaczy po krótkich negocjacjach mi powybierali te serca...
pokroiłem....rzuciłem na maseło..i tak 3 minuty na ostrym ogniu mieszając coby się nie zjarały..sól...bryzg rosso (jakby ktoś nie zauważył nowe pojęcie techniczne wprowadzam do słownika kuchennego) i 7 długich minut na małym ogniu...
a potem to już z górki..wyłączyłem, wrzuciłem masło i natkę , wymiąchałem..
i to jest naprawdę super..
znaczy fegatini al rosso.:DDDD
znaczy wątróbki, które są tutaj w stanie wolnym trudno dostępne zobaczyłem..ale z sercami razem..
znaczy po krótkich negocjacjach mi powybierali te serca...
pokroiłem....rzuciłem na maseło..i tak 3 minuty na ostrym ogniu mieszając coby się nie zjarały..sól...bryzg rosso (jakby ktoś nie zauważył nowe pojęcie techniczne wprowadzam do słownika kuchennego) i 7 długich minut na małym ogniu...
a potem to już z górki..wyłączyłem, wrzuciłem masło i natkę , wymiąchałem..
i to jest naprawdę super..
znaczy fegatini al rosso.:DDDD
środa, 11 lipca 2012
roladki z wątróbką..;)
45 C w cieniu..taka mnie ochota na warzywko wzięła..ale musiałem
zutylizować resztę wczorajszej wątróbki, więc wstąpiłem do sklepu po
boczek..;)
no i pani mnie uszczęśliwiła karkówką... znaczy na jutro będzie...swoją drogą to dobrze mieć kontakty w sklepach..boję się tylko momentu, kiedy zaczną się kłócić między sobą..znaczy stoisko mięsne z pieczywem i warzywami..;(
znaczy cukinię sobie zgrillowałem i pirzgłem na to sosik w składzie:
czosnek,oliwa,balsamico, sok z cytryny, sól, pieprz, anchois, pietruszka suszona i majonez...;)
boczek porozmarynowałem, popietruszyłem, popieprzyłem, maznąłem musztardą i owinąłem nim wątróbkę..
i sru na grilla...
potem posoliłem i zeżarłem z bianco..:D
no i pani mnie uszczęśliwiła karkówką... znaczy na jutro będzie...swoją drogą to dobrze mieć kontakty w sklepach..boję się tylko momentu, kiedy zaczną się kłócić między sobą..znaczy stoisko mięsne z pieczywem i warzywami..;(
znaczy cukinię sobie zgrillowałem i pirzgłem na to sosik w składzie:
czosnek,oliwa,balsamico, sok z cytryny, sól, pieprz, anchois, pietruszka suszona i majonez...;)
boczek porozmarynowałem, popietruszyłem, popieprzyłem, maznąłem musztardą i owinąłem nim wątróbkę..
i sru na grilla...
potem posoliłem i zeżarłem z bianco..:D
wtorek, 10 lipca 2012
wątróbka w mące z ciecierzycy..;)
sobie stworzyłem rzecz piękną i mogę polecić..ale po kolei..
znaczy wracając z pracy zajechałem sobie do sklepu i ona szefowa działu mięsnego już mi z daleka krzyczy, że nic mi dzisiaj nie da..i w sumie to ja nawet nie miałem zamiaru nic mięsnego..po bułki wstąpiłem, ale skoro ona mi mówi, że nie da to co ja się będę poddawał..;>
a fegatini..??
pobiegła i przyniosła..dała to wziąłem... co jej będę przykrość robił..;)
zerżnąłem cebulkę alla Julka, że niby jak Julienne lubi... i podsmażyłem prawie na chrupko na oliwie..
wywaliłem z patelni..fegatini oprószyłem mąką z ciecierzycy i sru na oliwę..obsmażyłem dwustronnie i srujnąłem im pięćdziesiątkę żubrówki...jak się wypaliło to popieprzyłem bardzo obficie, poprawiłem bianco..wrzuciłem łychę powideł śliwkowych zredukowałem i posoliłem...
a na talerzu poprószyłem płatkami cacioricotty...
miodzio..:)
znaczy wracając z pracy zajechałem sobie do sklepu i ona szefowa działu mięsnego już mi z daleka krzyczy, że nic mi dzisiaj nie da..i w sumie to ja nawet nie miałem zamiaru nic mięsnego..po bułki wstąpiłem, ale skoro ona mi mówi, że nie da to co ja się będę poddawał..;>
a fegatini..??
pobiegła i przyniosła..dała to wziąłem... co jej będę przykrość robił..;)
zerżnąłem cebulkę alla Julka, że niby jak Julienne lubi... i podsmażyłem prawie na chrupko na oliwie..
wywaliłem z patelni..fegatini oprószyłem mąką z ciecierzycy i sru na oliwę..obsmażyłem dwustronnie i srujnąłem im pięćdziesiątkę żubrówki...jak się wypaliło to popieprzyłem bardzo obficie, poprawiłem bianco..wrzuciłem łychę powideł śliwkowych zredukowałem i posoliłem...
a na talerzu poprószyłem płatkami cacioricotty...
miodzio..:)
niedziela, 1 maja 2011
Risotto ai fegatini...:)
Swego czasu, bardzo dawno temu... teraz powinno być za siedmioma górami, za siedmioma lasami, ale to nie ta bajka...;))
natknąłem się na zaprzyjaźnionym blogu na przepis na to danie... z racji różnych niedogodności życiowych...a to brak czasu, a to niedostępność składnika głównego niestety zamiar skosztowania tego rarytasu pozostawał jedynie zamiarem, aż w końcu wczoraj natknąłem się w sklepie na wątróbki kurze zmieszane z sercami... Więc moje marzenie się urzeczywistniło...:) Co prawda risotto przyrządziłem w nieco inny sposób niż moja koleżanka, ale sądzę, że w niczym nie umniejsza to jego smaku...:)
podobno wymyślili to w Veneto...;)
wino białe wlać do dwóch szklanek...resztę do lodówki...;)
łodygę selera, cebulę i marchew utrzeć, zmiażdżyć, zmielić, albo w inny sposób doprowadzić do formy rozdrobnionej...;)
wątróbki pokroić na kawałki...
rozpuścić masło z liśćmi szałwii...najlepiej z rowu...;P
i wrzucić tam wątróbkę...
po kilku minutach jedną szklankę wina wlać do wątróbki i odparować, drugą do gardła...;P
wątróbkę wyłączyć i wyjąć szałwię...
miazgę marchwiowo-cebulowo-selerową podsmażyć na oliwie...od baby...
i wsypać ryż...
mieszać i podlewać rosołem...najlepiej z kurczaka w moim wykonaniu był na kurzych sercach...;)
w połowie gotowania dodać wątróbkę...
mieszać, podlewać,posolić i popieprzyć, a po wyłączeniu wrzucić kawałek masła i startego sera...
wymieszać i zostawić w spokoju kilka minut..;)
piątej porcji nie dałem rady...:(
natknąłem się na zaprzyjaźnionym blogu na przepis na to danie... z racji różnych niedogodności życiowych...a to brak czasu, a to niedostępność składnika głównego niestety zamiar skosztowania tego rarytasu pozostawał jedynie zamiarem, aż w końcu wczoraj natknąłem się w sklepie na wątróbki kurze zmieszane z sercami... Więc moje marzenie się urzeczywistniło...:) Co prawda risotto przyrządziłem w nieco inny sposób niż moja koleżanka, ale sądzę, że w niczym nie umniejsza to jego smaku...:)
podobno wymyślili to w Veneto...;)
wino białe wlać do dwóch szklanek...resztę do lodówki...;)
łodygę selera, cebulę i marchew utrzeć, zmiażdżyć, zmielić, albo w inny sposób doprowadzić do formy rozdrobnionej...;)
wątróbki pokroić na kawałki...
rozpuścić masło z liśćmi szałwii...najlepiej z rowu...;P
i wrzucić tam wątróbkę...
po kilku minutach jedną szklankę wina wlać do wątróbki i odparować, drugą do gardła...;P
wątróbkę wyłączyć i wyjąć szałwię...
miazgę marchwiowo-cebulowo-selerową podsmażyć na oliwie...od baby...
i wsypać ryż...
mieszać i podlewać rosołem...najlepiej z kurczaka w moim wykonaniu był na kurzych sercach...;)
w połowie gotowania dodać wątróbkę...
mieszać, podlewać,posolić i popieprzyć, a po wyłączeniu wrzucić kawałek masła i startego sera...
wymieszać i zostawić w spokoju kilka minut..;)
piątej porcji nie dałem rady...:(
Subskrybuj:
Posty (Atom)








