dylemata mam...;{
wymyśliłem sobie wczoraj, że zrobię ciasteczka imbirowe...no bo jak ja
sam sobie nie zrobię to kurna nikt mi nie zrobi przecież...
ale mi się nie chce...
i dylemata miałem, bo mi kilo cozzy z wczoraj zostało...tak sobie
myślałem, że może faszerowane, ale w sumie takie małe, że by mnie
trafiło przy otwieraniu przecież..po za tym już na wszelkie możliwe
sposoby robiłem...znaczy nowości mi się chciało..;)
i wymyśliłem sobie..że niby z imbirem sobie zrobię...
i zapodam nawet dla potomności tę długą i nudną procedurę...:D
znaczy najpierw otworzyłem cozze... a raczej kazałem bydlęciom się
otworzyć..znaczy wrzuciłem na oliwę rozgrzaną posiekany drobno
czosnek..jak się zeszklił dorzuciłem cozze..i jak nie srujnę bianco...
znaczy one lubia..i od razu wyłażą..pijaki jedne...i pieprznąłem je...
pieprzem znaczy... coby nie było...
i oczywiście natka pietruszki, bo każdy wie, że należy przeżuć nieco coby odór alkoholu zabić i drogówka się nie czepiała...;)
rozebrałem bestyjki ...
zeszkliłem drobno posiekaną cebulę z peperoncino i wrzuciłem cukinię i ziemniaki w plasterkach...
z lekka podsmażyłem i podlałem wywarem warzywnym i przefiltrowanym rosołkiem spod cozzy...
i dusiłem...;)
oczywiście dodając łyżke imbiru.. dusiłem..:)
na koniec przecisnąłem przez praskę gęste..dodałem cozze.dopieprzyłem, dosoliłem podgotowałem i ..
dobre wyszło..;)
tylko kurna dylemata mam..:(
znaczy nie wiem jak ja mam to cudo nazwać..?????;>
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 grudnia 2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
botwinka niby..znaczy zupa rybna..;)
sobie botwinkę miałem zamiar zrobić..ale poszedłem na rynek i ..no nie było podzespołów, więc użyłem środków zastępczych..;)
udział wzięli...
łeb łososia
filet dorsza
filet żabnicy
triglia..że niby jakiś gatunek barwnicy, czy jakoś tak
2 kalmary..
te z ościami upchnąłem w garze z połówką cebuli, selerem naciowym, listkiem laurowym, marchewka i pietruszką...
znaczy posoliłem i ugotowałem...;)
resztę towarzystwa pociąłem na kawałki..
a na patelni..duuuużej i głębokiej zesmaczyłem oliwe czosnkiem i cebulą...
rzuciłem tam kalmary, bo one lubią dłużej..i sru bianco..;)
potem im dorzuciłem resztę towarzystwa...pomidory w kostkę krojone..z puszki znaczy, natkę..i podlewałem rosołem, a na końcu popieprzyłem i poszafraniłem..;)
wersja damska..
znaczy coby mi perfidia nie wyżerała..;P
wersja męska..;)
udział wzięli...
łeb łososia
filet dorsza
filet żabnicy
triglia..że niby jakiś gatunek barwnicy, czy jakoś tak
2 kalmary..
te z ościami upchnąłem w garze z połówką cebuli, selerem naciowym, listkiem laurowym, marchewka i pietruszką...
znaczy posoliłem i ugotowałem...;)
resztę towarzystwa pociąłem na kawałki..
a na patelni..duuuużej i głębokiej zesmaczyłem oliwe czosnkiem i cebulą...
rzuciłem tam kalmary, bo one lubią dłużej..i sru bianco..;)
potem im dorzuciłem resztę towarzystwa...pomidory w kostkę krojone..z puszki znaczy, natkę..i podlewałem rosołem, a na końcu popieprzyłem i poszafraniłem..;)
wersja damska..
znaczy coby mi perfidia nie wyżerała..;P
wersja męska..;)
czwartek, 17 lutego 2011
wyłudzone przepisy odsłona 5...;))
nie było mnie chwilkę, bo zajęty byłem wyłudzactwem...;))
fakt, że wyłudziłem więcej, ale się wstydziłem zdjęcia robić...
teraz się już nie wstydzę...;P
znaczy zaaklimatyzowałem się...;))
no więc se wyłudziłem pasta fagioli i przyznam szczerze , że pierwszy raz spotkałem się tutaj z tym daniem z użyciem tego właśnie typu makaronu...
mama mojego kolegi, której należy oddać pokłon za wyśmienitą i prostą kuchnię, posiada niezwykły dar minimalizowania składników w celu uzyskania jak najlepszego smaku potrawy...:)
a na drugie zraz "koniowy" zawijany...w środek sera i szynki nawkładali...;)
i bakłażan duszony w zrazowym sosie...z pomidorami oczywiście...;PP
i cykoria i zanguni (to takie cóś ostopodobne) gotowane i polane strużką oliwy..;))
fakt, że wyłudziłem więcej, ale się wstydziłem zdjęcia robić...
teraz się już nie wstydzę...;P
znaczy zaaklimatyzowałem się...;))
no więc se wyłudziłem pasta fagioli i przyznam szczerze , że pierwszy raz spotkałem się tutaj z tym daniem z użyciem tego właśnie typu makaronu...
mama mojego kolegi, której należy oddać pokłon za wyśmienitą i prostą kuchnię, posiada niezwykły dar minimalizowania składników w celu uzyskania jak najlepszego smaku potrawy...:)
a na drugie zraz "koniowy" zawijany...w środek sera i szynki nawkładali...;)
i bakłażan duszony w zrazowym sosie...z pomidorami oczywiście...;PP
i cykoria i zanguni (to takie cóś ostopodobne) gotowane i polane strużką oliwy..;))
poniedziałek, 8 listopada 2010
chłodnik...i nie tylko...??? ;)
Tak raczej za karę chyba, że mnie długo nie było, dzisiaj podwójna, a nawet potrójna dawka...;))
Co prawda nie udało mi się namówić żadnego Włocha na skosztowanie tego specjału i żaden z zapytanych nie przyznawał się do znajomości tegoż, ale ja od czasu do czasu w letnie upały robię tak:
na porządnym kawałku kurczaka gotuję gar rosołu...na końcowym etapie wyciągam kurczaka i wrzucam botwinkę...lub tylko buraczki, bo niestety nie zawsze jest dostępna...
Zostawiam do wystygnięcia...dolewam zimnego zsiadłego mleka i dodaję posiekaną sałatę, cienko poszatkowaną młodą cukinię lub ogórki, gotowane na twardo jajko (ma być gęsta) i wrzucam do lodówki...
Na drugi dzień, żaden upał mi nie straszny...:))
Co prawda nie udało mi się namówić żadnego Włocha na skosztowanie tego specjału i żaden z zapytanych nie przyznawał się do znajomości tegoż, ale ja od czasu do czasu w letnie upały robię tak:
na porządnym kawałku kurczaka gotuję gar rosołu...na końcowym etapie wyciągam kurczaka i wrzucam botwinkę...lub tylko buraczki, bo niestety nie zawsze jest dostępna...
Zostawiam do wystygnięcia...dolewam zimnego zsiadłego mleka i dodaję posiekaną sałatę, cienko poszatkowaną młodą cukinię lub ogórki, gotowane na twardo jajko (ma być gęsta) i wrzucam do lodówki...
Na drugi dzień, żaden upał mi nie straszny...:))
Następnym daniem , którego miejscowi nie znają , a wręcz uważają za szkodliwe, są ziemniaki ze zsiadłym mlekiem...wzbogacam je bądź cebulką podsmażaną na oliwie od baby, bądź też jajkiem sadzonym...;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)












