co prawda można sobie zawinąć, ale równie dobrze można i wepchnąć do środka..znaczy szynkę mam na myśli... prosciutto crudo czyli...
w moim przypadku wepchnąłem do środka szynkę, gorgonzolę i kapnąłem balsamico...
i do pieca...około 15-20 minut w 180 C
idealne do mięs wszelakich, ale jako deser też da radę..:)
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsamico. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsamico. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 sierpnia 2013
środa, 14 marca 2012
Fegato al balsamico con pinoli e uvette...znaczy wątroba w balsamico z orzeszkami piniowymi i rodzynkami..;)
sobie wątrobę cielęcą zadobyłem..znaczy jakoś tak się zagadałem ze znajomym rzeźnikiem, że naładował mi ze trzy razy więcej niż potrzebowałem... no ale przecież nie wyrzucę...sobie wynalazłem trzy bardziej zachęcające przepisy..wylosowano mi jeden..i..
na patelni się topi masło..
na to roztopione powinienem rzucić pora drobniutko pociętego, ale przecież jak poszedłem do ulubionego warzywniaka i się go pytam, czy ma..to wybałuszył oczy jakby ufo spotkał..w końcu nawet w moją znajomość włoskiego zwątpiłem..niesłusznie zresztą, bo mu się przypomniało, że kiedyś to on widział takie cudo w telewizorze, ale tutaj nie sprowadza, bo nikt go nie kupi..więc w odruchu rozpaczy wyłudziłem od niego młodą cebulę ze szczypiorem w charakterze środka zastępczego.;)
jak ona znaczy ta cebula udająca pora już się wysmaczyła wrzuciłem wyciśnięte rodzynki..znaczy wycisnąłem, bo wcześniej zamoczyłem, bo gdybym nie zamoczył to by były suche..no ale kazali...i pinoli...
i utytłaną w mące wątrobę...po chwili..
i jak ją tak podsmażyłem na ostrym ogniu i z jednej i z drugiej jak jej nie srujnę balsamico..tak z pół szklanki..i poprawiłem 1/2 szklanki rosso..
zredukowałem..i warto było..:))
na patelni się topi masło..
na to roztopione powinienem rzucić pora drobniutko pociętego, ale przecież jak poszedłem do ulubionego warzywniaka i się go pytam, czy ma..to wybałuszył oczy jakby ufo spotkał..w końcu nawet w moją znajomość włoskiego zwątpiłem..niesłusznie zresztą, bo mu się przypomniało, że kiedyś to on widział takie cudo w telewizorze, ale tutaj nie sprowadza, bo nikt go nie kupi..więc w odruchu rozpaczy wyłudziłem od niego młodą cebulę ze szczypiorem w charakterze środka zastępczego.;)
jak ona znaczy ta cebula udająca pora już się wysmaczyła wrzuciłem wyciśnięte rodzynki..znaczy wycisnąłem, bo wcześniej zamoczyłem, bo gdybym nie zamoczył to by były suche..no ale kazali...i pinoli...
i utytłaną w mące wątrobę...po chwili..
i jak ją tak podsmażyłem na ostrym ogniu i z jednej i z drugiej jak jej nie srujnę balsamico..tak z pół szklanki..i poprawiłem 1/2 szklanki rosso..
zredukowałem..i warto było..:))
wtorek, 21 lutego 2012
sałatka sycylijska z pomarańczami..;)
pół dnia wybierałem spośród miliona przepisów na sałatkę z fenkułem i pomarańczą, aż w końcu wybrałem..i nawet specjalnie modyfikować nie musiałem..pieprzu jedynie dodałem nieco..;)
kazali obrobić fenkuła..
pociąć go na cieniutkie i wsadzić do michy z zimną wodą, ale za diabła nie wiem po co...;)
potem kazali wyjąć, osuszyć i polać balsamico...żeby się przegryzło zostawić..;)
potem obrać pomarańcze, pokroić, wrzucić kilka pokrojonych anchois i dwa przepołowione ząbki czosnku..tego ostatniego też nie rozumiem..poplasterkowałem je i są całkiem dobre...:)
na koniec sól, oliwa i oregano...ja zmieliłem dodatkowo trójkolorowego pieprzu...
mogę polecić..mówili, ze działa oczyszczająco na ciało...to pomarańcze i duszę...fenkuła stosowała Święta Inkwizycja jako przyprawę do palonych na stosie...właśnie w charakterze oczyszczającym...:D
kazali obrobić fenkuła..
pociąć go na cieniutkie i wsadzić do michy z zimną wodą, ale za diabła nie wiem po co...;)
potem kazali wyjąć, osuszyć i polać balsamico...żeby się przegryzło zostawić..;)
potem obrać pomarańcze, pokroić, wrzucić kilka pokrojonych anchois i dwa przepołowione ząbki czosnku..tego ostatniego też nie rozumiem..poplasterkowałem je i są całkiem dobre...:)
na koniec sól, oliwa i oregano...ja zmieliłem dodatkowo trójkolorowego pieprzu...
mogę polecić..mówili, ze działa oczyszczająco na ciało...to pomarańcze i duszę...fenkuła stosowała Święta Inkwizycja jako przyprawę do palonych na stosie...właśnie w charakterze oczyszczającym...:D
czwartek, 16 lutego 2012
kurczak curry i ryż z warzywami...;)
pada kurna, a w czasie deszczu dzieci się nudzą...;)
więc w ramach tej nudy pomyłem wszystkie gary...ale potem pomyślałem sobie, że tak jakby za czysto w tej kuchni...więc ugotowałem ryż...
ale w jednym garnku tylko...:(
to pociąłem kilka ząbków czosnku w plasterki...
tak mi się spodobało to cięcie, że jeszcze pociąłem kilka marchewek...
ale i tak za czysto było....
to sobie ten czosnek usmażyłem..takie chipsy sobie zrobiłem...
szkoda mi było wylewać oliwy z patelni, więc jeszcze usmażyłem na niej marchewkę...
posypałem hojnie cukrem..polałem balsamico, a na koniec popieprzyłem i posoliłem, bo kto to widział, żeby słodką marchewkę jeść...;)
czosnek tym razem, dla urozmaicenia posiekałem ;)
rzuciłem go na oliwę...potem walnąłem cukinię..podsmażyłem nieco...podzieliłem się bianco i walnąłem natki...popieprzyłem, posoliłem...zredukowałem do zera..i o:
więc w ramach tej nudy pomyłem wszystkie gary...ale potem pomyślałem sobie, że tak jakby za czysto w tej kuchni...więc ugotowałem ryż...
ale w jednym garnku tylko...:(
to pociąłem kilka ząbków czosnku w plasterki...
tak mi się spodobało to cięcie, że jeszcze pociąłem kilka marchewek...
ale i tak za czysto było....
to sobie ten czosnek usmażyłem..takie chipsy sobie zrobiłem...
szkoda mi było wylewać oliwy z patelni, więc jeszcze usmażyłem na niej marchewkę...
posypałem hojnie cukrem..polałem balsamico, a na koniec popieprzyłem i posoliłem, bo kto to widział, żeby słodką marchewkę jeść...;)
i w ten sposób powstała marchewka karmelizowana...:D
Jako, że ilość brudnych garów nadal mnie nie satysfakcjonowała pokroiłem jeszcze w plasterki cukinię...
czosnek tym razem, dla urozmaicenia posiekałem ;)
rzuciłem go na oliwę...potem walnąłem cukinię..podsmażyłem nieco...podzieliłem się bianco i walnąłem natki...popieprzyłem, posoliłem...zredukowałem do zera..i o:
jeszcze jedną miseczkę udało mi się upaćkać marynując plastry z piersi kurczaka w bianco z dodatkiem balsamico, sosu sojowego, listka szałwii i czosnku...
następną miąchając warzywa z ryżem...
kurczaka usmażyłem na oliwie,posypałem curry, potem wlałem marynatę, a na koniec zagęściłem skrobią kukurydzianą...;)
następną miąchając warzywa z ryżem...
kurczaka usmażyłem na oliwie,posypałem curry, potem wlałem marynatę, a na koniec zagęściłem skrobią kukurydzianą...;)
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Karkówka w sosie chrzanowym...;)
Na pewno nie jest to danie kuchni włoskiej...może jedynie zestaw zastosowanych przypraw (nie licząc chrzanu) i miejsce przygotowania może w jakiś sposób sugerować związek...
Włosi...w każdym razie Ci południowi, których znam nie znają chrzanu w ogóle , a większość w swojej dbałości o zachowanie wyższości kuchni włoskiej nad pozostałymi nie zastosuje go...
W mojej złośliwości zdarzyło mi się kilka razy podarować moim włoskim znajomym po słoiczku chrzanu jak najbardziej zbliżonego do naturalnego i zmuszać ich tym samym do podziękowań i spróbowania ( ku mojej wielkiej, aczkolwiek skrywanej radości) w mojej obecności... najczęściej wyglądało to tak, że pakowali do ust porządną łyżkę chrzanu...;)
ja lubię naprawdę ostry...;PPP
ale wróćmy do mojej karkówki...:))
chrzanu przywiozłem sobie z mojego pobytu w Austrii, bo "Austriacy jakieś takie bardziej cywilizowane ludzie som" w odpowiedniej ilości i jakości...;)
karkówkę oprószyłem mąką...
i rzuciłem na rozgrzaną oliwę z oliwek...od baby oczywiście... dodając mały chlust balsamico...
po krótkim smażeniu karkówkę wyjąłem i posypałem przyprawami (sól, pieprz, tymianek, rozmaryn) do gara natomiast wlałem chochelkę bulionu warzywnego i porządną łyżkę chrzanu...
wrzuciłem z powrotem karkówkę i dusiłem pod przykryciem kilka minut na wolnym ogniu... ma być soczysta, ale nie surowa...;)
znowu wyjąłem...
polewając sosem, żeby nie obeschła...
a do garnka wrzuciłem kilka łyżek jogurtu...i doprowadziłem do odparowania mieszając nieustannie...
podałem z ziemniakami, ale równie dobrze można zjeść na zimno z pieczywem...
Włosi...w każdym razie Ci południowi, których znam nie znają chrzanu w ogóle , a większość w swojej dbałości o zachowanie wyższości kuchni włoskiej nad pozostałymi nie zastosuje go...
W mojej złośliwości zdarzyło mi się kilka razy podarować moim włoskim znajomym po słoiczku chrzanu jak najbardziej zbliżonego do naturalnego i zmuszać ich tym samym do podziękowań i spróbowania ( ku mojej wielkiej, aczkolwiek skrywanej radości) w mojej obecności... najczęściej wyglądało to tak, że pakowali do ust porządną łyżkę chrzanu...;)
ja lubię naprawdę ostry...;PPP
ale wróćmy do mojej karkówki...:))
chrzanu przywiozłem sobie z mojego pobytu w Austrii, bo "Austriacy jakieś takie bardziej cywilizowane ludzie som" w odpowiedniej ilości i jakości...;)
karkówkę oprószyłem mąką...
i rzuciłem na rozgrzaną oliwę z oliwek...od baby oczywiście... dodając mały chlust balsamico...
po krótkim smażeniu karkówkę wyjąłem i posypałem przyprawami (sól, pieprz, tymianek, rozmaryn) do gara natomiast wlałem chochelkę bulionu warzywnego i porządną łyżkę chrzanu...
wrzuciłem z powrotem karkówkę i dusiłem pod przykryciem kilka minut na wolnym ogniu... ma być soczysta, ale nie surowa...;)
znowu wyjąłem...
polewając sosem, żeby nie obeschła...
a do garnka wrzuciłem kilka łyżek jogurtu...i doprowadziłem do odparowania mieszając nieustannie...
podałem z ziemniakami, ale równie dobrze można zjeść na zimno z pieczywem...
niedziela, 30 stycznia 2011
Rolady z cukinii z kurczakiem... odsłona 2..;)
Nie tak dawno robiłem odsłonę pierwszą tego dania... ta wersja powstała nie dlatego, że pierwsza była niedobra, ale żeby co nieco zmodyfikować, uprościć bądź ulepszyć...;)
Nudzi mnie po prostu robienie wszystkiego w ten sam sposób ...:))
Na grillowaną cukinię położyłem kawałek kurczaka, kawałeczek kapara z soli (ze słoiczka ;)), peperoncino (też ze słoiczka) popieprzyłem i posoliłem ...
w początkowej fazie położyłem kawałek pecorino, ale później doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jeśli wymieszam starte pecorino z bułką tartą i posypię całość...
wymyśliłem sobie, że w ten sposób roladki się skleją i będę mógł wyjąć przed podaniem wykałaczki...;)
a kiedy aromaty się już wymieszały wrzuciłem roladki... i podlałem odrobiną balsamico..
poddusiłem i ponieważ miał być to obiad na następny dzień zeżarłem kilka od razu...;))
z pieczywem stanowiły bardzo dobrą przekąskę...:))
Z nadmiarem cukinii również sobie poradziłem doprawiając ją oliwą, pieprzem, solą i balsamico...
całość polałem sosem zagęszczonym pozostałą mieszanką pecorino z bułką tartą...
Nudzi mnie po prostu robienie wszystkiego w ten sam sposób ...:))
Na grillowaną cukinię położyłem kawałek kurczaka, kawałeczek kapara z soli (ze słoiczka ;)), peperoncino (też ze słoiczka) popieprzyłem i posoliłem ...
w początkowej fazie położyłem kawałek pecorino, ale później doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jeśli wymieszam starte pecorino z bułką tartą i posypię całość...
wymyśliłem sobie, że w ten sposób roladki się skleją i będę mógł wyjąć przed podaniem wykałaczki...;)
na rozgrzaną oliwę (od baby oczywiście) wrzuciłem posiekany czosnek i pozostałe posiekane peperoncino i kapary..
i po krótkiej obróbce cieplnej dodałem passatę pomidorową...
Z nadmiarem cukinii również sobie poradziłem doprawiając ją oliwą, pieprzem, solą i balsamico...
Nie myślcie sobie, że nic mi nie zostało na obiad...;))
Następnego dnia
czwartek, 27 stycznia 2011
kurczak curry z balsamico...;)
przyjmijmy, że ładnie pociąłem marchewkę i zesmazyłem na oliwie od baby...
pierś kurczaka pociąłem na cieniutkie plasterki...
i wrzuciłem w miejsce marchewki...
potem wszystko wrzuciłem z powrotem na patelnię...podlałem balsamico, zredukowałem, posypałem curry, pieprzem i solą i poddusiłem nieco...i zagęściłem to wszystko odrobiną skrobi kukurydzianej...
a teraz to mogę spokojnie pomyśleć o obiedzie...;PP
pierś kurczaka pociąłem na cieniutkie plasterki...
i wrzuciłem w miejsce marchewki...
potem wszystko wrzuciłem z powrotem na patelnię...podlałem balsamico, zredukowałem, posypałem curry, pieprzem i solą i poddusiłem nieco...i zagęściłem to wszystko odrobiną skrobi kukurydzianej...
a teraz to mogę spokojnie pomyśleć o obiedzie...;PP
sobota, 8 stycznia 2011
wieprzowina w sosie tymiankowo-szałowym...szałwiowym znaczy...;))
dziś tak na szybkiego...;))
wieprzowina w sosie tymiankowo-szałowym...znaczy szałwiowym...;))
narwałem badyli i rzuciłem je na patelnię z posiekanym czosnkiem, masłem i oliwą... od baby oczywiście...;)
jak się trochę aromaty wymieszały z nośnikiem to walnąłem ochłapa wieprzowego...
i popieprzyłem obficie...
jak się troszkę obsmażyło to chlupnąłem balsamico...
a potem podlałem nieco wodą i poddusiłem...
a na koniec śmietana i dodusiłem nieco...
wieprzowina w sosie tymiankowo-szałowym...znaczy szałwiowym...;))
narwałem badyli i rzuciłem je na patelnię z posiekanym czosnkiem, masłem i oliwą... od baby oczywiście...;)
jak się trochę aromaty wymieszały z nośnikiem to walnąłem ochłapa wieprzowego...
i popieprzyłem obficie...
jak się troszkę obsmażyło to chlupnąłem balsamico...
a potem podlałem nieco wodą i poddusiłem...
a na koniec śmietana i dodusiłem nieco...
środa, 5 stycznia 2011
Pulpety mięsne w sosie selerowo-serowym...;))
Odetkało mi się trochę, więc sobie wymyśliłem pulpety w sosie selerowo-serowym...;))
na oliwie od baby zeszkliłem posiekany czosnek z dodatkiem peperoncino...(słusznym dodatkiem, tylko jakiś k...s (ktoś miało być...) do mnie zadzwonił w trakcie i mi się nieco czosnek zbrunatniał ) i zarzuciłem to posiekanym selerem...;))

podlałem ociupinką ciepłej wody i wraziłem listek sera topionego i odrobinę śmierdziucha...rozpuściłem, wrzuciłem pulpety i przykryłem na kilka minut...

jak się zredukowało chlupnąłem kapkę..no może dwie, balsamico, popieprzyłem i posoliłem...

i zeżarłem w oczekiwaniu , aż ziemniaki dojdą...;))
ale w końcu się doczekałem...:))
na oliwie od baby zeszkliłem posiekany czosnek z dodatkiem peperoncino...(słusznym dodatkiem, tylko jakiś k...s (ktoś miało być...) do mnie zadzwonił w trakcie i mi się nieco czosnek zbrunatniał ) i zarzuciłem to posiekanym selerem...;))

podlałem ociupinką ciepłej wody i wraziłem listek sera topionego i odrobinę śmierdziucha...rozpuściłem, wrzuciłem pulpety i przykryłem na kilka minut...

jak się zredukowało chlupnąłem kapkę..no może dwie, balsamico, popieprzyłem i posoliłem...

i zeżarłem w oczekiwaniu , aż ziemniaki dojdą...;))
ale w końcu się doczekałem...:))

poniedziałek, 3 stycznia 2011
pulpety mięsne w sosie cebulowo-śmietanowym...;))
Długo mnie tu nie było z racji konieczności przygotowania w restauracji najpierw Świąt , a potem Sylwestra dla 320 osób. W związku z brakiem czasu i nabytym w związku z tymi przygotowaniami wstrętu i urazu przejściowego do sprzętów kuchennych w domu nie gotowałem nawet wody na herbatę...( do kawy mam mokę).
Ale powiedziałem sobie: bądź mężczyzną i spróbowałem dzisiaj przełamać swój opór psychiczny dotyczący sprzętów kuchennych...;))
znaczy głód mnie zmusił, ale jakoś tak głowę to kompletnie pustą i bez żadnej idei miałem...;)
utoczyłem sobie kilkanaście kuleczek z mielonego z dodatkiem pieprzu, bułki tartej, soli i jajka...obtoczyłem i wrzuciłem na głęboki olej...;)
ze sklepu..nie od baby...;pp
na oliwie od baby zeszkliłem kilka posiekanych ząbków czosnku i cebulę..dużo cebuli...dorzuciłem trochę posiekanej łodygi selera, dla zwiększenia aromatu i zdrowotności.. (coby mi nie ubliżały, że za tłusto i zbyt niezdrowo się odżywiam) podlałem bulionem warzywnym wrzuciłem kuleczki i poddusiłem...jak się już poddusiło chlupnąłem balsamico, potem śmietany...i znowu poddusiłem...
popieprzyłem obficie i wyp... wyłożyłem, znaczy się, na talerz..
Ale powiedziałem sobie: bądź mężczyzną i spróbowałem dzisiaj przełamać swój opór psychiczny dotyczący sprzętów kuchennych...;))
znaczy głód mnie zmusił, ale jakoś tak głowę to kompletnie pustą i bez żadnej idei miałem...;)
utoczyłem sobie kilkanaście kuleczek z mielonego z dodatkiem pieprzu, bułki tartej, soli i jajka...obtoczyłem i wrzuciłem na głęboki olej...;)
ze sklepu..nie od baby...;pp
na oliwie od baby zeszkliłem kilka posiekanych ząbków czosnku i cebulę..dużo cebuli...dorzuciłem trochę posiekanej łodygi selera, dla zwiększenia aromatu i zdrowotności.. (coby mi nie ubliżały, że za tłusto i zbyt niezdrowo się odżywiam) podlałem bulionem warzywnym wrzuciłem kuleczki i poddusiłem...jak się już poddusiło chlupnąłem balsamico, potem śmietany...i znowu poddusiłem...
popieprzyłem obficie i wyp... wyłożyłem, znaczy się, na talerz..
Żeby się nie przemęczać, część pulpetów uchroniłem od tego typu sosu, żeby wykorzystać w innych zestawach w najbliższej przyszłości...:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































