miałem dzisiaj w planie stworzyć cudowne danie makaronowe z udziałem papryki...
rzuciłem na patelnię kawałek masła..podlałem go oliwą..posiekałem drobno cebulę...
wrzuciłem tę cebulę na patelnię na bardzo małym ogniu i zabrałem się za krojenie papryki..
i blada..znaczy zostawiłem ją w woreczku w lodówce zbyt długo i się zbuntowała i odmówiła współpracy..:(
znaczy kosz..
z tych nerw rzuciłem na patelnię ... znaczy dla zyskania na czasie pinoli, płatki migdałów i rodzynki...
dorzuciłem puszkę sardynek i peperoncino, dodałem pokrojoną cukinię, gaz
na full i walnąłem setę żubrówki..z sardynkami na spółę znaczy..;)
jak się już atmosfera rozluźniła srujnąłem bianco...zmniejszyłem gaz,
popieprzyłem, posoliłem i chwilkę poddusiłem..tak, żeby cukinia nie
straciła jędrności...
makaron na patelnię..wymiąchałem, natka pietruszki...
i powstało naprawdę wspaniałe danie pt
tofe z twardej pszenicy z sardynkami i cukinią..:D
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sardynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sardynki. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 13 września 2012
niedziela, 20 maja 2012
penne z sardynkami..;)
mi takie różne mówią, cobym se babę znalazł... ale sobie tak jedząc
pomyślałem...przed wojną to były baby... teraz to taka, ani nie ugotuje,
ani nie posprząta, a jeszcze wyźre takie dobre i garów nie pozmywa..;P
znaczy penne rigate nr 29 sobie z sardynkami zrobiłem..;)
oliwę zesmaczyłem czosnkiem , kaparami i anchois...walnąłem sardynki... srujnąłem bianco... pi.. znaczy wrzuciłem pomidorki (pomidorek=mały pomidor ;P) posoliłem, popieprzyłem, dodałem natki pietruszki...
wymiąchałem...
znaczy penne rigate nr 29 sobie z sardynkami zrobiłem..;)
oliwę zesmaczyłem czosnkiem , kaparami i anchois...walnąłem sardynki... srujnąłem bianco... pi.. znaczy wrzuciłem pomidorki (pomidorek=mały pomidor ;P) posoliłem, popieprzyłem, dodałem natki pietruszki...
wymiąchałem...
sobota, 10 marca 2012
pasta alle sarde...znaczy Sycylia...;))
w ramach ostatniego sprzątania lodówki został mi do zutylizowania fenkuł..taki raczej dziki, a w każdym razie mało cywilizowany...
sięgnąłem więc do zasobów kuchni sycylijskiej i wynalazłem kilka przepisów...poczytałem..skonfrontowałem ze stanami magazynowymi..rozebrałem na czynniki pierwsze..poskładałem do kupy...
i wyszło mi tak..
kazali tego biednego fenkuła rozmontować i ugotować w dobrze osolonej wodzie..
posiekać drobno cebule i zesmaczyć oliwę...
w momencie kiedy zaczyna się już rumienić dorzucamy anchois,kilka rodzynek i pokrojonego fenkuła..wodę zostawiamy do gotowania makaronu..;)
i na końcu kawałki sardynek...
gotujemy, aż sardynki przestaną przypominać cokolwiek..;)
muchołapki się obudziły..;)
podlewamy nieco wodą spod makaronu..pieprzymy , solimy wrzucamy nieco szafranu...
wrzucamy makaron..miąchamy, miąchamy...
na talerz i sypiemy płatkami migdałów...
w sumie w 2 przepisach, które konfrontowałem różnice polegały jedynie na kolejności dodawania składników..w sensie rodzynek..:DDD
sięgnąłem więc do zasobów kuchni sycylijskiej i wynalazłem kilka przepisów...poczytałem..skonfrontowałem ze stanami magazynowymi..rozebrałem na czynniki pierwsze..poskładałem do kupy...
i wyszło mi tak..
kazali tego biednego fenkuła rozmontować i ugotować w dobrze osolonej wodzie..
posiekać drobno cebule i zesmaczyć oliwę...
w momencie kiedy zaczyna się już rumienić dorzucamy anchois,kilka rodzynek i pokrojonego fenkuła..wodę zostawiamy do gotowania makaronu..;)
i na końcu kawałki sardynek...
gotujemy, aż sardynki przestaną przypominać cokolwiek..;)
muchołapki się obudziły..;)
podlewamy nieco wodą spod makaronu..pieprzymy , solimy wrzucamy nieco szafranu...
wrzucamy makaron..miąchamy, miąchamy...
na talerz i sypiemy płatkami migdałów...
w sumie w 2 przepisach, które konfrontowałem różnice polegały jedynie na kolejności dodawania składników..w sensie rodzynek..:DDD
środa, 22 lutego 2012
spaghetti alle sarde con finocchi... z fenkułem znaczy...
jako, że wczoraj straciłem masę czasu na wyszukiwaniu przepisów, przy okazji i niejako siłą rozpędu podpatrzyłem sobie również kilka sposobów na makaron... pozostając cały czas w klimatach Sycylii
na oliwę rzuciłem czosnek, peperoncino i anchois..
jak się zesmaczyło wrzuciłem pocięty na cieniutkie plasterki koper...i po chwili sardynki..i oczywiście chlust bianco..;)
wymerdałem, zredukowałem i wrzuciłem pokrojone w kostkę pomidory...
a następnie leciutki śnieżek bułki tartej..
makaron ugotował się już z częściami niejadalnymi fenkuła..więc walnąłem go do sosu..
i do miseczki..:D
na oliwę rzuciłem czosnek, peperoncino i anchois..
jak się zesmaczyło wrzuciłem pocięty na cieniutkie plasterki koper...i po chwili sardynki..i oczywiście chlust bianco..;)
wymerdałem, zredukowałem i wrzuciłem pokrojone w kostkę pomidory...
a następnie leciutki śnieżek bułki tartej..
makaron ugotował się już z częściami niejadalnymi fenkuła..więc walnąłem go do sosu..
i do miseczki..:D
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Spaghetti alle sarde...;)
kilka dni temu zrobiłem spaghetti alle sarde w wersji uproszczonej...teraz prawie oryginał...
różnice są w sumie tylko dwie..nie używa się spaghetti w tym daniu tylko bucatini, ale nie lubię tego zboczonego makaronu i makaron powinno się gotować w wodzie po finocchi..ja dodałem nasion kopru włoskiego do sosu..;)
namoczyłem rodzynki..
na oliwę z oliwek rzuciłem pinoli i po chwilce drobno posiekaną cebulę i anchois...
można też dodać migdały prażone..to wpływy najeźdźców są...;P
podlałem winem, a jak już prawie odparowało wrzuciłem sardynki...;)
jak już mi się je udało nieco rozpaćkać dodałem kopru...i rodzynki..
a na zakończenie teraz już procesu duszenia..sól i pieprz...
można dorzucić krojonego pomidora, ale to już fantazja własna..;P
było tak dobre, że aż trzy porcje zjadłem..:))
niedziela, 21 sierpnia 2011
Spaghetti alle sarde w wersji spolszczonej i uproszczonej...;)
że niby z sardynkami...;P
zgniotłem czosnek, żeby sobie paluchów nie poobcinać i rzuciłem na mieszankę oliwy pikantnej z normalna...
potem wykazałem się empatią, bo sobie pomyślałem, że tym sardynkom tak smutno może jest, więc też im tej żołądkowej z miętą polałem...
dodałem pasaty i natki pietruszki, a na koniec wrzuciłem podsmazoną bułkę tartą..;)
pomimo znacznego uproszczenia i dostosowania przepisu oryginalnego ( w najbliższym czasie zamieszczę oryginał) do posiadanych w danym momencie produktów mogę z czystym sumieniem polecić... o ile w fazie produkcji miałem niejakie obawy co do walorów smakowych, to jednak zdecydowanie niesłuszne i z całą pewnością dopóki nie wyczerpie mi się zapas miętowej żołądkowej będę wracał do tej potrawy..:)
zgniotłem czosnek, żeby sobie paluchów nie poobcinać i rzuciłem na mieszankę oliwy pikantnej z normalna...
potem wykazałem się empatią, bo sobie pomyślałem, że tym sardynkom tak smutno może jest, więc też im tej żołądkowej z miętą polałem...
dodałem pasaty i natki pietruszki, a na koniec wrzuciłem podsmazoną bułkę tartą..;)
pomimo znacznego uproszczenia i dostosowania przepisu oryginalnego ( w najbliższym czasie zamieszczę oryginał) do posiadanych w danym momencie produktów mogę z czystym sumieniem polecić... o ile w fazie produkcji miałem niejakie obawy co do walorów smakowych, to jednak zdecydowanie niesłuszne i z całą pewnością dopóki nie wyczerpie mi się zapas miętowej żołądkowej będę wracał do tej potrawy..:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)























