muszę sobie maszynkę do mięsa kupić...
znaczy taki wniosek i głęboka myśl mi do głowy napłynęła...
jakoś tak od dłuższego czasu mam ochotę na pasztet...no bo jakoś tak w
tym kraju nie spotkałem...i w sumie bym nawet i owszem..ale przecież
maszynki do mięsa nie mam...;>
i jakoś tak mi w oko wpadł przepis na pasztet z fasoli...jako, że noc
bezsenna to sobie pomyślałem, że fasolę to ja przecież doprowadzę do
odpowiedniej konsystencji nawet bez maszynki do mięsa...;)
znaczy ugotowałem fasolę,cebulę udusiłem z jabłkiem wymiąchałem to
wszystko razem...solidna dawka majeranku, pieprz, sól, gałka, czosnek, jajko i bułka tarta..
180 C 40 minut...
i o ile zawsze byłem przeciwnikiem wszelkich podróbek roślinnych wyrobów mięsnych muszę przyznać, że dobre..:)
ale maszynkę i tak muszę kupić...:D
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fasola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fasola. Pokaż wszystkie posty
sobota, 30 marca 2013
środa, 19 stycznia 2011
Cicoria e fagioli...;))
Oczywiście można do tego tematu, jak do każdego z resztą podejść poważnie, bądź na lenia...;)
Tym razem podszedłem poważnie... a nawet bardzo poważnie, gdyż przepis ten stanowi tradycyjny sposób stosowany w Salento...;)
Przyznaję , że wzbogaciłem jego wersję podstawową..:))
warzywa umyłem i przepisowo gotowałem 45 minut w lekko osolonej wodzie, po czym odcedziłem ...
W toku produkcji nasunęło mi się kilka uwag ułatwiających przygotowanie lub wzbogacających smak potrawy...
1. idąc absolutnie na lenia , można użyć fasoli z puszki, oszczędzając w ten sposób masę czasu... ja jednak przygotowałem ją wg przepisu pozbawionego jednak pomidorów...
2. po ugotowaniu cykorię dobrze jest pokroić, ułatwia to dalszą obróbkę
3. ja użyłem oliwy od baby , ale całkiem interesujące byłoby połączenie oliwy, słoniny i masła...
Tym razem podszedłem poważnie... a nawet bardzo poważnie, gdyż przepis ten stanowi tradycyjny sposób stosowany w Salento...;)
Przyznaję , że wzbogaciłem jego wersję podstawową..:))
warzywa umyłem i przepisowo gotowałem 45 minut w lekko osolonej wodzie, po czym odcedziłem ...
macie rację... to na pierwszym planie to cime di rape... jedna gałązka mi się zaplątała i nie chciałem jej wyrzucać...
posiekałem cebulę, czosnek (dużo) i peperoncino...
i rzuciłem na oliwę od baby...
jak aromaty się już wymieszały dodałem cykorię... i przygotowaną wcześniej fasolę...
po kilkunastu minutach danie było gotowe...
wg zaleceń przepisu rodem z Puglii zjadłem je z grzankami, ale równie dobrze nadaje się jako contorno do dań mięsnych lub do położenia na bruschette.
W toku produkcji nasunęło mi się kilka uwag ułatwiających przygotowanie lub wzbogacających smak potrawy...
1. idąc absolutnie na lenia , można użyć fasoli z puszki, oszczędzając w ten sposób masę czasu... ja jednak przygotowałem ją wg przepisu pozbawionego jednak pomidorów...
2. po ugotowaniu cykorię dobrze jest pokroić, ułatwia to dalszą obróbkę
3. ja użyłem oliwy od baby , ale całkiem interesujące byłoby połączenie oliwy, słoniny i masła...
czwartek, 6 stycznia 2011
Pisarei e fasò...;))
i mnie nie pytajcie co to znaczy, bo nie wiem...;D znaczy wiem tylko pisarei... wymyślili to w Emilia Romagna..:)

sobie wczoraj namoczyłem fasolę z myślą o poczciwej polskiej fasolówce na wędzonce...ale, że wczoraj wieczorem nawpychałem się w knajpie do granic możliwości to rano już mi się nic nie chciało...jakiś Meksyk przez głowę mi przemknął...
a potem mnie to licho podkusiło...;))
namoczyłem bułkę tartą gorącą wodą (można mlekiem)...
i wymieszałem z mąką... i szczyptą soli...
i zostawiłem na godzinę...


i żebyście sobie nie myśleli, że próżnowałem...;)
posiekałem drobniutko cebulę...

i rzuciłem ją na rozpuszczone masło z dodatkiem oliwy od baby...

potem jak się już zeszkliła wrzuciłem ładnie pokrojony boczek...ten z fasolówki...
(powinna być słonina lub nawet smalec, ale potem na mnie tu krzyczą...;PP)

a jak to wszystko już się nieco wytopiło to jeszcze posiekaną natkę pietruszki...(nie należy żałować)

a potem jeszcze dorzuciłem ugotowaną do połowy fasolę...

no i zacząłem się nieudolnie bawić w lepienie fasolek z ciasta...a potem w ich rozgniatanie wskazującym palcem...( to są właśnie te pisarei...koniecznie ma być ślad paznokcia...;pp)

ugotowałem ścierwa...

a do gara w połowie połowy gotowania wrzuciłem pokrojone pelati...pomidory znaczy...;))

a na sam koniec...prawie...popieprzyłem i dosoliłem (i to była moja inwencja, podobnie jak kolor fasoli...)
i wrzuciłem te pisarei do gara coby przeszły smakiem...
i w końcu mogłem zjeść...;))


moje cierpienia zostały wynagrodzone...warto było...:))
a teraz rosso...;))

sobie wczoraj namoczyłem fasolę z myślą o poczciwej polskiej fasolówce na wędzonce...ale, że wczoraj wieczorem nawpychałem się w knajpie do granic możliwości to rano już mi się nic nie chciało...jakiś Meksyk przez głowę mi przemknął...
a potem mnie to licho podkusiło...;))
namoczyłem bułkę tartą gorącą wodą (można mlekiem)...
i wymieszałem z mąką... i szczyptą soli...
i zostawiłem na godzinę...


i żebyście sobie nie myśleli, że próżnowałem...;)
posiekałem drobniutko cebulę...

i rzuciłem ją na rozpuszczone masło z dodatkiem oliwy od baby...

potem jak się już zeszkliła wrzuciłem ładnie pokrojony boczek...ten z fasolówki...
(powinna być słonina lub nawet smalec, ale potem na mnie tu krzyczą...;PP)

a jak to wszystko już się nieco wytopiło to jeszcze posiekaną natkę pietruszki...(nie należy żałować)

a potem jeszcze dorzuciłem ugotowaną do połowy fasolę...

no i zacząłem się nieudolnie bawić w lepienie fasolek z ciasta...a potem w ich rozgniatanie wskazującym palcem...( to są właśnie te pisarei...koniecznie ma być ślad paznokcia...;pp)

ugotowałem ścierwa...

a do gara w połowie połowy gotowania wrzuciłem pokrojone pelati...pomidory znaczy...;))

a na sam koniec...prawie...popieprzyłem i dosoliłem (i to była moja inwencja, podobnie jak kolor fasoli...)
i wrzuciłem te pisarei do gara coby przeszły smakiem...
i w końcu mogłem zjeść...;))


moje cierpienia zostały wynagrodzone...warto było...:))
a teraz rosso...;))
wtorek, 28 września 2010
Pasta fagioli
tu akurat są ditali rigati nr 31, ale wystarczy jeśli będą ditali... jest wygodniejsze w jedzeniu niż inny typ makaronu...;))
przepisów jest całe mnóstwo...
ja akurat to robię tak...:
gotuję rosół...z kuraka, którego wyżeram...
potem na patelnię wrzucam pokrojony boczek, czosnek, cebulę i podsmażam...oczywiście na oliwie od baby...pod koniec dorzucam fasolę...i ziemniaki w drobną kostkę fasola może być z puszki, jeśli nie to trzeba ją wcześniej oczywiście namoczyć...zalewam rosołem i dodaję przecieru pomidorowego lub pomidorów...
Dodaję ugotowany makaron i smacznego...:))
ma być dużo selera i pieprzu w środku...selera naciowego oczywiście...:))
Subskrybuj:
Posty (Atom)




