sobie zadobyłem wczoraj takie zielsko..tutaj jest to przysmak i nazywa
się cicoria cimata..nie mylić z puntarelle, które nazywają się tak
samo..
po polskiemu to jest po prostu przerośnięta cykoria catalonia , którą to
w Polsce, jeśli już dojdzie do takowego momentu, że wyrośnie pewnie się
daje królikom, albo zaoruje..;)
znowu pewnie tydzień będę jadł, bo mnie mój znajomy warzywniak przecenił i załadował pełną reklamówkę..:D
obgotowałem w osolonej wodzie z octem winnym, odsączyłem..walnąłem na
oliwę z czosnkiem i anchois..podlałem balsamico..zredukowałem..srujnąłem
bianco..zredukowałem wrzuciłem pomidory i poddusiłem..pieprz sól do
smaku.. i oczywiście pecorino coby po bożemu było..;)
a do tego bułka i pierś kurczaka z grilla z trójkolorowym pieprzem,
oliwą i balsamico, bo szefowa działu mięsnego stwierdziła, że
plasterkiem to ja się nie najem..;D
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warzywa. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 sierpnia 2012
sobota, 13 sierpnia 2011
ryba w warzywach..;)
miałem w planie na dzisiaj rybę po grecku...ale mi nie wyszła...:(
utarłem marchew
i tak mi się jakoś rozpędziło...
usmażyłem tego ryba ..
potem na tę samą oliwę wrzuciłem cebulę, czosnek, peperoncino i pieprz biały..
dekielek mi odpadł..od pieprzu znaczy się..;)
wlałem szklankę passaty i szklankę wody i gotowałem 10 minut..a potem wrzuciłem warzywa..
potem przykryłem tym wszystkim rybę..
pogotowałem trochę..
i już nie mam bianco..;((
to danie komponuje się bardzo dobrze z polentą..;)
utarłem marchew
i tak mi się jakoś rozpędziło...
usmażyłem tego ryba ..
potem na tę samą oliwę wrzuciłem cebulę, czosnek, peperoncino i pieprz biały..
dekielek mi odpadł..od pieprzu znaczy się..;)
wlałem szklankę passaty i szklankę wody i gotowałem 10 minut..a potem wrzuciłem warzywa..
potem przykryłem tym wszystkim rybę..
pogotowałem trochę..
i już nie mam bianco..;((
to danie komponuje się bardzo dobrze z polentą..;)
niedziela, 10 lipca 2011
wyłudzone przepisy odsłona 6... cucina della Caterina...;))
Nie mam niestety ostatnio czasu na gotowanie, ale za to oddałem się "wyłudzactwu" a moimi "ofiarami" była rodzina nieco zgermanizowanych Sycylijczyków...;)
Kuchnia Pani Katarzyny jest prosta, ekonomiczna, ale i pełna smaku...
Parmiggiana
w odróżnieniu od tej, do której jestem przyzwyczajony w tej nie ma mozzarelli...
Orecchiette con rucola
orecchiette domowej roboty... głęboki ukłon, bo osobiście nie mam do tego cierpliwości i rukola...najpierw obgotowana i podsmażona na oliwie z czosnkiem, a następnie podduszona z sosem pomidorowym na wywarze mięsnym...
Kwiaty cukinii
dodatek proszku do pieczenia do ciasta pozwolił na uzyskanie jego pulchności i delikatności...:)
pasta con riccotta...
chyba prostsze jest tylko polanie makaronu oliwą...;)
scamorza i pikantna neapolitańska kiełbasa...
panzerotti fritti...
Bucatini con bietola
te spaghetti w którym jakiś kretyn dziurki porobił...wyśmienite...z burakiem naciowym...:))
Kuchnia Pani Katarzyny jest prosta, ekonomiczna, ale i pełna smaku...
Parmiggiana
w odróżnieniu od tej, do której jestem przyzwyczajony w tej nie ma mozzarelli...
Minestra
dla mnie nowość jeśli chodzi o kuchnię włoską i podejrzewam lekki wpływ niemiecki : cukinia, ziemniaki, bakłażan,pomidory, makaron i kawałki mięsa... w tonacji pikantnej z dużą ilością pieprzu i peperoncino...
makaron oczywiście gotowany oddzielnie...
i to akurat danie będę musiał wypróbować we własnej kuchni...:)
Pasta al forno
w wersji mi znanej pełna jest pulpetów, a sos wzbogacony jest o mięso mielone...
w tej wersji tego brak co w obliczu panujących upałów jest raczej na plus...:)
orecchiette domowej roboty... głęboki ukłon, bo osobiście nie mam do tego cierpliwości i rukola...najpierw obgotowana i podsmażona na oliwie z czosnkiem, a następnie podduszona z sosem pomidorowym na wywarze mięsnym...
które to mięso posłużyło jako podstawę drugiego dania...;)
to danie również wypróbuję samodzielnie...:)) Spadhetti aglio olio
nieco rozrzedzona wersja klasyki...;)
Zapiekanka warzywna
bakłażan, ziemniaki, cukinia i pomidory stanowią podstawę tego dania...
Pasta piselli
w odróżnieniu od znanej mi wersji zawiera ziemniaki, co w sumie nie jest wadą...:))
Jagnię...
podsmażone na oliwie i następnie duszone z dodatkiem ziemniaków i cienkich końskich kiełbasek stanowiło prawdziwą ucztę smakową...
pomidory, kapary i pieprz...;)
dodatek proszku do pieczenia do ciasta pozwolił na uzyskanie jego pulchności i delikatności...:)
chyba prostsze jest tylko polanie makaronu oliwą...;)
scamorza i pikantna neapolitańska kiełbasa...
panzerotti fritti...
Bucatini con bietola
te spaghetti w którym jakiś kretyn dziurki porobił...wyśmienite...z burakiem naciowym...:))
Etykiety:
boćwina,
burak naciowy,
cukinia,
groszek,
groszek zielony,
jagnię duszone,
jagnięcina,
konina,
kuchnia,
kuchnia włoska,
makaron,
pomidory,
warzywa,
ziemniaki,
życie codzienne
sobota, 22 stycznia 2011
Powiedzmy pizza fritta...;))
Od razu wyjaśnię skąd mi się wziął tak wątpliwy tytuł posta...;)
Podczas moich zabaw z ciastem drożdżowym o różnej konsystencji , ale zawsze zbliżonym do oryginału pizzowego składem zacząłem się zastanawiać co by było gdybym tak sobie na głębokim oleju coś zmajstrował...
zacząłem szperać w necie i wynalazłem... znaczy wynalazłem , że co niektórzy nawet całkiem podobne do pączków produkty określają mianem pizza fritta... więc zostawmy nazewnictwo i zacznijmy zabawę...:))
Ciasto przygotowałem jak na tradycyjną pizzę...
i tak naprawdę w tym miejscu, a nawet o jeden krok wstecz powinno się rozpocząć inny temat...
który następnie rzuciłem na rozgrzany olej...
Podczas moich zabaw z ciastem drożdżowym o różnej konsystencji , ale zawsze zbliżonym do oryginału pizzowego składem zacząłem się zastanawiać co by było gdybym tak sobie na głębokim oleju coś zmajstrował...
zacząłem szperać w necie i wynalazłem... znaczy wynalazłem , że co niektórzy nawet całkiem podobne do pączków produkty określają mianem pizza fritta... więc zostawmy nazewnictwo i zacznijmy zabawę...:))
Ciasto przygotowałem jak na tradycyjną pizzę...
podzieliłem na kuleczki i zostawiłem do wyrośnięcia...:))
i tak naprawdę w tym miejscu, a nawet o jeden krok wstecz powinno się rozpocząć inny temat...
otóż połowę przygotowanego ciasta wymieszałem z gotowaną cykorią...;))
wracamy jednak do naszych kuleczek... kiedy wielkością zbliżyły się do piłeczek pingpongowych rozpłaszczyłem palcami i uformowałem malutki placek...
nasza pizzella prawie gotowa...na wierzch można położyć wszystko co komu do głowy przyjdzie , pamiętając jednak, że nie przewidziana jest dalsza obróbka cieplna...może ewentualne podgrzanie w celu roztopienia sera, więc nie należy kłaść produktów wymagających gotowania...:)
Jak już się okazało, że narobiłem sobie kilkanaście takich podkładek pizzowych, pomyślałem jakby to było, gdyby tak zamknąć farsz wewnątrz...;)
na rozklepany placuszek położyłem anchois i pocięte listki tymianku
Kilka placuszków przekształciłem w baloniki z ciasta... puste w środku... napełniłem je farszem już po usmażeniu... w razie konieczności można je podgrzać na patelni...
Co prawda inwencja jeszcze mi się nie wyczerpała, ale przygotowane ciasto tak... ;)
pozostały do usmażenia jedynie kuleczki cykoriowe...
Niestety nie jestem w stanie podać właściwych i niepodważalnych nazw dla powyższych dań... w różnych regionach Włoch używa się odmiennych, dlatego pizza fritta, czyli smażona będzie najbardziej prawdziwą...
niedziela, 19 grudnia 2010
W rowie znalezione...;)) boćwina po raz n-ty...
Obawiałem się, że po okresie niskiej temperatury nic godnego włożenia do garnka nie znajdę, ale...
znalazłem boćwinę..;))
wiem... była już... ale jeszcze nie w tym wydaniu...;))
Myślą przewodnią było przygotowanie jakiejś przekąski...tak do wina...żeby sobie od czasu do czasu przegryźć małe co nieco...:)
Ale wracajmy do kuchni...
oddzieliłem liście od łodyżek, umyłem i ugotowałem osobno w posolonej wodzie...
wyjąłem i odsączyłem...
Nie chodzi mi tutaj o sprzedawanie przepisu, ale o pokazanie jak można szybko, niskim nakładem kosztów i czasu zrobić w kuchni coś dobrego ...
kiedyś w ramach zakładu przygotowałem ucztę z 10 potraw z ziemniaka... kazda miała inny smak i inny wygląd, a mój rywal po spróbowaniu piątej z rzędu przestał zadawać już pytanie : " z czego to jest...??"
następnie posiekałem cebulę i czosnek... i połowę wrzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby z dodatkiem olio santo i peperoncino...
pozostałą cebulę dorzuciłem do liści, a czosnek na patelnię z oliwą od baby i olio santo...;))
do liści dorzuciłem posiekane kapary , a do rondelka z peperoncino w całości...
w momencie kiedy czosnek był zeszklony dorzuciłem tam liści... do rondelka z cebulą natomiast łodyżki...
liście po z aromatyzowaniu ich wyrzuciłem na miskę, a do rondelka z łodyżkami dodałem posiekanych pomidorów...
znalazłem boćwinę..;))
wiem... była już... ale jeszcze nie w tym wydaniu...;))
Myślą przewodnią było przygotowanie jakiejś przekąski...tak do wina...żeby sobie od czasu do czasu przegryźć małe co nieco...:)
Ale wracajmy do kuchni...
oddzieliłem liście od łodyżek, umyłem i ugotowałem osobno w posolonej wodzie...
wyjąłem i odsączyłem...
Nie chodzi mi tutaj o sprzedawanie przepisu, ale o pokazanie jak można szybko, niskim nakładem kosztów i czasu zrobić w kuchni coś dobrego ...
kiedyś w ramach zakładu przygotowałem ucztę z 10 potraw z ziemniaka... kazda miała inny smak i inny wygląd, a mój rywal po spróbowaniu piątej z rzędu przestał zadawać już pytanie : " z czego to jest...??"
następnie posiekałem cebulę i czosnek... i połowę wrzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby z dodatkiem olio santo i peperoncino...
pozostałą cebulę dorzuciłem do liści, a czosnek na patelnię z oliwą od baby i olio santo...;))
do liści dorzuciłem posiekane kapary , a do rondelka z peperoncino w całości...
w momencie kiedy czosnek był zeszklony dorzuciłem tam liści... do rondelka z cebulą natomiast łodyżki...
liście po z aromatyzowaniu ich wyrzuciłem na miskę, a do rondelka z łodyżkami dodałem posiekanych pomidorów...
poddusiłem nieco i starłem pecorino...
połowę pecorino wrzuciłem do miski z liśćmi, dodałem jajko, gałki muszkatołowej i popieprzyłem...
no i wymiąchałem oczywiście, a nawet dodałem nieco bułki tartej dla uzyskania właściwej konsystencji ...
Łodyżki wyłączyłem popieprzyłem i dodałem pecorino... z liści natomiast ulepiłem kuleczki i usmażyłem na głębokim oleju..:))
O ile pierwsze smaczniejsze jest na ciepło...dając jednak kilka minut na przejście smakami, o tyle kuleczki można z powodzeniem zjadać na zimno..:))
jeszcze taka drobna uwaga techniczna... jeśli komuś nie odpowiada wygląd zewnętrzny kuleczek wystarczy je obtoczyć w jajku i bułce tartej..ja użyłem tylko mąki, więc wyszły w kolorze maskującym..;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































