Pokazywanie postów oznaczonych etykietą contorno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą contorno. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 kwietnia 2011

W rowie znalezione... pulpety z cykorii...;)

Dawno mnie już tutaj nie było...niestety nie miałem czasu nie tylko na gotowanie, ale nawet i na zajrzenie...;))
dzisiaj więc korzystając z pięknej pogody i chwili wolnego czasu wybrałem się na spacer...co prawda nie do rowu, a ogródka znajomego i zaposiadłem na użytek własny cykorię...;))
umyłem jak należy...oczyściłem i wrzuciłem do gara z osoloną wodą z dodatkiem octu winnego...
po obgotowaniu odsączyłem , posiekałem (im drobniej tym lepiej)

Na oliwie od baby zeszkliłem czosnek i rzuciłem na to cykorię na kilka minut....i obficie popieprzyłem białym pieprzem...;)
jak już ładnie przeszła czosnkiem wyrzuciłem z patelni i tu popełniłem odstępstwo od oryginalnego przepisu, a mianowicie wrzuciłem resztkę farszu, który mi pozostał po robieniu arancini ...


całość posypałem obficie startym pecorino...można użyć grana...i bułką tartą, a następnie wymieszałem...
z uzyskanej masy ulepiłem kuleczki, utaplałem w jajku, obtoczyłem w bułce tartej i usmażyłem na głębokim oleju...

jeśli uda mi się nie zjeść wszystkich dzisiaj, to jutro dorobię do nich sos majonezowo-chrzanowy...;)

niedziela, 30 stycznia 2011

Rolady z cukinii z kurczakiem... odsłona 2..;)

Nie tak dawno robiłem odsłonę pierwszą tego dania... ta wersja powstała nie dlatego, że pierwsza była niedobra, ale żeby co nieco zmodyfikować, uprościć bądź ulepszyć...;)
Nudzi mnie po prostu robienie wszystkiego w ten sam sposób ...:))
Na grillowaną cukinię położyłem kawałek kurczaka, kawałeczek kapara z soli (ze słoiczka ;)), peperoncino (też ze słoiczka) popieprzyłem i posoliłem ...
w początkowej fazie położyłem kawałek pecorino, ale później doszedłem do wniosku, że lepiej będzie jeśli wymieszam starte pecorino z bułką tartą i posypię całość...
wymyśliłem sobie, że w ten sposób roladki się skleją i będę mógł wyjąć przed podaniem wykałaczki...;)

na rozgrzaną oliwę (od baby oczywiście) wrzuciłem posiekany czosnek i pozostałe posiekane peperoncino i kapary..

a kiedy aromaty się już wymieszały wrzuciłem roladki... i podlałem odrobiną balsamico..

i po krótkiej obróbce cieplnej dodałem passatę pomidorową...

poddusiłem i ponieważ miał być to obiad na następny dzień zeżarłem kilka od razu...;))

z pieczywem stanowiły bardzo dobrą przekąskę...:))
Z nadmiarem cukinii również sobie poradziłem doprawiając ją oliwą, pieprzem, solą i balsamico...

Nie myślcie sobie, że nic mi nie zostało na obiad...;))
Następnego dnia 

całość polałem sosem zagęszczonym pozostałą mieszanką pecorino z bułką tartą...

sobota, 22 stycznia 2011

Powiedzmy pizza fritta...;))

Od razu wyjaśnię skąd mi się wziął tak wątpliwy tytuł posta...;)
Podczas moich zabaw z ciastem drożdżowym o różnej konsystencji , ale zawsze zbliżonym do oryginału pizzowego składem zacząłem się zastanawiać co by było gdybym tak sobie na głębokim oleju coś zmajstrował...
zacząłem szperać w necie i wynalazłem... znaczy wynalazłem , że co niektórzy nawet całkiem podobne do pączków produkty określają mianem pizza fritta... więc zostawmy nazewnictwo i zacznijmy zabawę...:))

Ciasto przygotowałem jak na tradycyjną pizzę...

podzieliłem na kuleczki i zostawiłem do wyrośnięcia...:))

i tak naprawdę w tym miejscu, a nawet o jeden krok wstecz powinno się rozpocząć inny temat...
otóż połowę przygotowanego ciasta wymieszałem z gotowaną cykorią...;))

wracamy jednak do naszych kuleczek... kiedy wielkością zbliżyły się do piłeczek pingpongowych rozpłaszczyłem palcami i uformowałem malutki placek...

który następnie rzuciłem na rozgrzany olej...
 

nasza pizzella prawie gotowa...na wierzch można położyć wszystko co komu do głowy przyjdzie , pamiętając jednak, że nie przewidziana jest dalsza obróbka cieplna...może ewentualne podgrzanie w celu roztopienia sera, więc nie należy kłaść produktów wymagających gotowania...:)

Jak już się okazało, że narobiłem sobie kilkanaście takich podkładek pizzowych, pomyślałem jakby to było, gdyby tak zamknąć farsz wewnątrz...;) 
na rozklepany placuszek położyłem anchois i pocięte listki tymianku 
 


Kilka placuszków przekształciłem w baloniki z ciasta... puste w środku... napełniłem je farszem już po usmażeniu... w razie konieczności można je podgrzać na patelni...

Co prawda inwencja jeszcze mi się nie wyczerpała, ale przygotowane ciasto tak... ;)
pozostały do usmażenia jedynie kuleczki cykoriowe...



Niestety nie jestem w stanie podać właściwych i niepodważalnych nazw dla powyższych dań... w różnych regionach Włoch używa się odmiennych, dlatego pizza fritta, czyli smażona będzie najbardziej prawdziwą...




środa, 19 stycznia 2011

Cicoria e fagioli...;))

Oczywiście można do tego tematu, jak do każdego z resztą podejść poważnie, bądź na lenia...;)
Tym razem podszedłem poważnie... a nawet bardzo poważnie, gdyż przepis ten stanowi tradycyjny sposób stosowany w Salento...;)
Przyznaję , że wzbogaciłem  jego wersję podstawową..:))

warzywa umyłem i przepisowo gotowałem 45 minut w lekko osolonej wodzie, po czym odcedziłem ...

macie rację... to na pierwszym planie to cime di rape... jedna gałązka mi się zaplątała i nie chciałem jej wyrzucać...
 posiekałem cebulę, czosnek (dużo) i peperoncino... 
 i rzuciłem na oliwę od baby...
jak aromaty się już wymieszały dodałem cykorię... i przygotowaną wcześniej fasolę...

po kilkunastu minutach danie było gotowe...
wg zaleceń przepisu rodem z Puglii zjadłem je z grzankami, ale równie dobrze nadaje się jako contorno do dań mięsnych lub  do położenia na bruschette.

W toku produkcji nasunęło mi się kilka uwag ułatwiających przygotowanie lub wzbogacających smak potrawy...

1. idąc absolutnie na lenia , można użyć fasoli z puszki, oszczędzając w ten sposób masę czasu... ja jednak przygotowałem ją wg przepisu pozbawionego jednak pomidorów...
2. po ugotowaniu cykorię dobrze jest pokroić, ułatwia to dalszą obróbkę
3. ja użyłem oliwy od baby , ale całkiem interesujące byłoby połączenie oliwy, słoniny i masła...

niedziela, 19 grudnia 2010

W rowie znalezione...;)) boćwina po raz n-ty...

Obawiałem się, że po okresie niskiej temperatury nic godnego włożenia do garnka nie znajdę, ale...
znalazłem boćwinę..;))
wiem... była już... ale jeszcze nie w tym wydaniu...;))
Myślą przewodnią było przygotowanie jakiejś przekąski...tak do wina...żeby sobie od czasu do czasu przegryźć małe co nieco...:)

Ale wracajmy do kuchni...
 oddzieliłem liście od łodyżek, umyłem i ugotowałem osobno w posolonej wodzie...
wyjąłem i odsączyłem...

Nie chodzi mi tutaj o sprzedawanie przepisu, ale o pokazanie jak można szybko, niskim nakładem kosztów i czasu zrobić w kuchni coś dobrego ...
kiedyś w ramach zakładu przygotowałem ucztę z 10 potraw z ziemniaka... kazda miała inny smak i inny wygląd, a mój rywal po spróbowaniu piątej z rzędu przestał zadawać już pytanie : " z czego to jest...??"


 następnie posiekałem cebulę i czosnek... i połowę wrzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby z dodatkiem olio santo i peperoncino...
pozostałą cebulę dorzuciłem do liści, a czosnek na patelnię z oliwą od baby i olio santo...;))

do liści dorzuciłem posiekane kapary , a do rondelka z peperoncino w całości...
w momencie kiedy czosnek był zeszklony dorzuciłem tam liści... do rondelka z cebulą natomiast łodyżki...

liście po z aromatyzowaniu ich wyrzuciłem na miskę, a do rondelka z łodyżkami dodałem posiekanych pomidorów...


poddusiłem nieco i starłem pecorino...

połowę pecorino wrzuciłem do miski z liśćmi, dodałem jajko, gałki muszkatołowej  i popieprzyłem...

 no i wymiąchałem oczywiście, a nawet dodałem nieco bułki tartej dla uzyskania właściwej konsystencji ...

Łodyżki wyłączyłem popieprzyłem i dodałem pecorino... z liści natomiast ulepiłem kuleczki i usmażyłem na głębokim oleju..:))





O ile pierwsze smaczniejsze jest na ciepło...dając jednak kilka minut na przejście smakami, o tyle kuleczki można z powodzeniem zjadać na zimno..:))

jeszcze taka drobna uwaga techniczna... jeśli komuś nie odpowiada wygląd zewnętrzny kuleczek wystarczy je obtoczyć w jajku i bułce tartej..ja użyłem tylko mąki, więc wyszły w kolorze maskującym..;))

piątek, 10 grudnia 2010

karczochy w sosie serowym...;))

Nie będę już rozpisywał się na temat czyszczenia karczochów... już było...;))
Obrazek
po oczyszczeniu i potrzymaniu w wodzie zakwaszonej octem lub cytryną...wrzuciłem do wrzatku i gotowałem kilka minut..;))

Obrazek
po ugotowaniu pociąłem w ćwiartki...

Obrazek
i przygotowałem mieszaninę żółtka, pieprzu, startego pecorino, soli i natki pietruszki...

Obrazek
na rozpuszczone masło rzuciłem posiekany czosnek, a kiedy się już zaromatyzowało dodałem masę serowo-żółtkową... i gotowałem ciągle mieszając...aż do uzyskania w miarę jednolitej masy, którą polałem ugotowane karczochy..:))

Obrazek

czwartek, 2 grudnia 2010

Szybka kolacja...;))

jako półprodukt z obiadu zostały puntarelle , znakomite nie tylko jako samoistne danie, ale również jako dodatek do mięs...
więc wymyśliłem sobie sos słodko-kwaśny...

na patelnię wlałem
  • szklankę wody
  • trochę octu z wina białego
  • porządną łychę miodu
  •  łyżkę skrobi kukurydzianej
  • 3 łyżki passaty pomidorowej...można zastosować gotowy sos pomidorowy...
  • popieprzyłem i posoliłem, ale to wg uznania...;)


mieszając ciągle zredukowałem do takiej postaci...
na grilla rzuciłem pierś kurczaka...
i to co powstało...

zjadłem w akompaniamencie białego wina...

Czas przygotowania to niecałe 20 minut....:)