Podobno dawno mnie tu nie było...
fakt... jakoś ostatnio dopadły mnie różne upierdliwości zdrowotne rzutujące również na styl żywienia...;)
co prawda mogłoby to stanowić wyzwanie do wymyślania nowych przepisów, ale w połączeniu z brakiem czasu skutkowało menu raczej monotonnym i mało interesującym...
Kluczowym i niezastąpionym składnikiem mojej diety w ciągu ostatnich 2 miesięcy były i są nadal brzoskwinie, najlepiej w stanie nieprzetworzonym i sok brzoskwiniowy...
no ale ileż można...:DDD
tak w ramach zabawy w
chowanego, żeby już na te brzoskwinie nie patrzeć, wymiąchałem brzoskwinie z radicchio i kurczakiem, majonez z
czosnkiem, solą, pieprzem i balsamico, i tak mi się to miąchanie
spodobało, że potem jeszcze razem to wszystko... ;)
co prawda opcja "włoska" przepisu nakazuje pomarańcze i pomija milczeniem kurczaka, ale i tak wyszło dobre...
mogę polecić...:)
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzoskwinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzoskwinie. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 stycznia 2014
wtorek, 1 października 2013
miał być schab z grilla w granatowym sosie...;)
a wyszło jak wyszło...znaczy schab smażony w pikantnym sosie śliwkowo-brzoskwiniowym z nutką mięty...;D
w kuchni trzeba z uczuciem i wyczuciem, ale mnie chyba ostatnio węch zawodzi... znaczy miałem w domu kawałek schabu..taki w sam raz na grilla... jako, że miałem sprawę do mojego fruttivendolo polazłem i zobaczyłem granaty...
od razu mi myśl zaświtała, ślinka napłynęła i powstał plan... znaczy taki grillowany schab polany pikantnym sosem z granatu... z uczuciem wybrałem, taki ładny, pachnący i pełen obietnic był...przyniosłem do domu, przekroiłem i z pełnym uczuciem posłałem do kosza... znaczy to nie było uczucie miłości... jakieś takie robaczywe i zapleśniałe wnętrze miał...;)
rzuciłem na rozgrzaną oliwę kilka ząbków czosnku i peperoncino i usmażyłem ten schab w towarzystwie kilku kawałków brzoskwiń pieprząc i soląc... schab won , a w to miejsce pokrojone brzoskwinie i śliwki, porządny chlust balsamico i kilka listków mięty...
w sumie też smakowało...:)
w kuchni trzeba z uczuciem i wyczuciem, ale mnie chyba ostatnio węch zawodzi... znaczy miałem w domu kawałek schabu..taki w sam raz na grilla... jako, że miałem sprawę do mojego fruttivendolo polazłem i zobaczyłem granaty...
od razu mi myśl zaświtała, ślinka napłynęła i powstał plan... znaczy taki grillowany schab polany pikantnym sosem z granatu... z uczuciem wybrałem, taki ładny, pachnący i pełen obietnic był...przyniosłem do domu, przekroiłem i z pełnym uczuciem posłałem do kosza... znaczy to nie było uczucie miłości... jakieś takie robaczywe i zapleśniałe wnętrze miał...;)
rzuciłem na rozgrzaną oliwę kilka ząbków czosnku i peperoncino i usmażyłem ten schab w towarzystwie kilku kawałków brzoskwiń pieprząc i soląc... schab won , a w to miejsce pokrojone brzoskwinie i śliwki, porządny chlust balsamico i kilka listków mięty...
w sumie też smakowało...:)
piątek, 14 września 2012
miecznik z grilla w brzoskwiniowym sosie z obierkami z ziemniaków..;)
kryzys mamy...
a nawet całe stado... ekonomiczny, uczuciowy, wieku średniego, wiary, ideologii itp itd..
znaczy oszczędzać trza..;)
w ramach walki z kryzysem rzuciłem sobie pół plasterka rybki na grilla (znaczy tłuszcz oszczędzam też)
i usmażyłem obierki ziemniaków...
sos też oszczędnie zrobiłem, bo na 1/2 łyżki oliwy zeszkliłem 2 ząbki czosnku i 1/2 peperoncino...wrzuciłem 1/2 brzoskwini pokrojonej w kostkę, srujnąłem 1/2 szklanki bianco , popieprzyłem i posoliłem..i 1/2 łyżki posiekanej natki wrzuciłem...
jin i jang miało być, ale mi nie wyszło..znaczy w ramach kryzysu wyobraźni...;)
a nawet całe stado... ekonomiczny, uczuciowy, wieku średniego, wiary, ideologii itp itd..
znaczy oszczędzać trza..;)
w ramach walki z kryzysem rzuciłem sobie pół plasterka rybki na grilla (znaczy tłuszcz oszczędzam też)
i usmażyłem obierki ziemniaków...
sos też oszczędnie zrobiłem, bo na 1/2 łyżki oliwy zeszkliłem 2 ząbki czosnku i 1/2 peperoncino...wrzuciłem 1/2 brzoskwini pokrojonej w kostkę, srujnąłem 1/2 szklanki bianco , popieprzyłem i posoliłem..i 1/2 łyżki posiekanej natki wrzuciłem...
jin i jang miało być, ale mi nie wyszło..znaczy w ramach kryzysu wyobraźni...;)
sobota, 13 sierpnia 2011
łosoś brzoskwiniowo-mandarynkowy... ;)
jakoś tak mnie na ryby wzięło ostatnio..widać organizmowi czegoś brak (bianco mi się kończy), więc wymyśliłem sobie rybkę z frytkami... i poszedłem zakupić...
duża była to sobie kazałem plasterek uciąć..

do tego kupiłem pietruszkę, no bo ryba bez pietruszki to jak...piwo bezalkoholowe jest...

pachnącą słońcem cytrynę..

i jakieś tam inne pachnące słońcem..np pomidory i brzoskwinie...;)
wymiąchałem oliwę z pietruszką i sokiem z cytryny, popieprzyłem biało, czarno i czerwono i utopiłem ryba...

i do lodówki...
pociąłem brzoskwinie...posłodziłem, dorzuciłem kaparów i do lodówki...

łososia obsmażyłem na oliwie z czosnkiem i podlałem winem,,,

wrzuciłem tę całą resztę i konfiturę mandarynkową...poddusiłem...

i zeżarłem oczywiście...:))


było słodkie, kwaśne, słone i pikantne..:))
rybę z frytkami jutro sobie zjem...;P
duża była to sobie kazałem plasterek uciąć..

do tego kupiłem pietruszkę, no bo ryba bez pietruszki to jak...piwo bezalkoholowe jest...

pachnącą słońcem cytrynę..

i jakieś tam inne pachnące słońcem..np pomidory i brzoskwinie...;)
wymiąchałem oliwę z pietruszką i sokiem z cytryny, popieprzyłem biało, czarno i czerwono i utopiłem ryba...

i do lodówki...
pociąłem brzoskwinie...posłodziłem, dorzuciłem kaparów i do lodówki...

łososia obsmażyłem na oliwie z czosnkiem i podlałem winem,,,

wrzuciłem tę całą resztę i konfiturę mandarynkową...poddusiłem...

i zeżarłem oczywiście...:))


było słodkie, kwaśne, słone i pikantne..:))
rybę z frytkami jutro sobie zjem...;P
Subskrybuj:
Posty (Atom)


