w sumie miałem sobie na obiad zrobić kluski śląskie, ale niezbadane są głębie umysłu ludzkiego...
znaczy...
właśnie sobie przypomniałem, że nie kupiłem ziemniaków...
znaczy poszedłem żeby kupić te ziemniaki i mąkę żytnią...zakwas na żurek sobie chciałem..
ale tubylcy nie znają takiego zboża jak żyto..najpierw rękami, nogami,
rysunkami i wszelkimi innymi możliwymi tłumaczyłem w sklepie...
jak doprowadziłem je...znaczy ekspedientki i obecne klientki do płaczu
prawie , poradziły mi udać się do młyna.. polazłem na drugi koniec
miasta po drodze zahaczając o inne sklepy z pieczywem i
spożywcze...skutek ten sam...jedyny pożytek z wizyty w młynie to to, że
kupiłem sobie kilogram "brudnej" mąki pszennej..;)
ale..znaczy abstrahując już od mojego żurku i klusek, chciałem Wam
pokazać potrawę rodem z Sycylii, którą też należy spożywać w
towarzystwie...;)
karczochy obrać, pokroić i do gara..natka pietruszki do gara, ząbek czosnku, sól, pieprz i niewielka ilość wody...
gotowałem pod przykryciem około 10 minut..
vongole opłukałem dokładnie i rzuciłem na patelnię z oliwą zesmaczoną
ząbkiem czosnku..kazali rzucić w momencie, kiedy czosnek zacznie
zmieniać barwę...
potem srujnąłem bianco, bo wiadomo, że po alkoholu wszyscy tacy bardziej otwarci są, więc mięczaki też...;)
a jak się już otworzyły zupełnie wrzuciłem karczochy razem z sosem,
conby im smutno nie było, bo wiadomo, że jak człowiek wypije to i
towarzystwa mu trza...;)
wyregulowałem sól i pieprz i..
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małże. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 marca 2013
czwartek, 10 stycznia 2013
niedziela, 23 grudnia 2012
dylemata mam...;{
dylemata mam...;{
wymyśliłem sobie wczoraj, że zrobię ciasteczka imbirowe...no bo jak ja sam sobie nie zrobię to kurna nikt mi nie zrobi przecież...
ale mi się nie chce...
i dylemata miałem, bo mi kilo cozzy z wczoraj zostało...tak sobie myślałem, że może faszerowane, ale w sumie takie małe, że by mnie trafiło przy otwieraniu przecież..po za tym już na wszelkie możliwe sposoby robiłem...znaczy nowości mi się chciało..;)
i wymyśliłem sobie..że niby z imbirem sobie zrobię...
i zapodam nawet dla potomności tę długą i nudną procedurę...:D
znaczy najpierw otworzyłem cozze... a raczej kazałem bydlęciom się otworzyć..znaczy wrzuciłem na oliwę rozgrzaną posiekany drobno czosnek..jak się zeszklił dorzuciłem cozze..i jak nie srujnę bianco... znaczy one lubia..i od razu wyłażą..pijaki jedne...i pieprznąłem je... pieprzem znaczy... coby nie było...
i oczywiście natka pietruszki, bo każdy wie, że należy przeżuć nieco coby odór alkoholu zabić i drogówka się nie czepiała...;)
rozebrałem bestyjki ...
zeszkliłem drobno posiekaną cebulę z peperoncino i wrzuciłem cukinię i ziemniaki w plasterkach...
z lekka podsmażyłem i podlałem wywarem warzywnym i przefiltrowanym rosołkiem spod cozzy...
i dusiłem...;)
oczywiście dodając łyżke imbiru.. dusiłem..:)
na koniec przecisnąłem przez praskę gęste..dodałem cozze.dopieprzyłem, dosoliłem podgotowałem i ..
dobre wyszło..;)
tylko kurna dylemata mam..:(
znaczy nie wiem jak ja mam to cudo nazwać..?????;>
wymyśliłem sobie wczoraj, że zrobię ciasteczka imbirowe...no bo jak ja sam sobie nie zrobię to kurna nikt mi nie zrobi przecież...
ale mi się nie chce...
i dylemata miałem, bo mi kilo cozzy z wczoraj zostało...tak sobie myślałem, że może faszerowane, ale w sumie takie małe, że by mnie trafiło przy otwieraniu przecież..po za tym już na wszelkie możliwe sposoby robiłem...znaczy nowości mi się chciało..;)
i wymyśliłem sobie..że niby z imbirem sobie zrobię...
i zapodam nawet dla potomności tę długą i nudną procedurę...:D
znaczy najpierw otworzyłem cozze... a raczej kazałem bydlęciom się otworzyć..znaczy wrzuciłem na oliwę rozgrzaną posiekany drobno czosnek..jak się zeszklił dorzuciłem cozze..i jak nie srujnę bianco... znaczy one lubia..i od razu wyłażą..pijaki jedne...i pieprznąłem je... pieprzem znaczy... coby nie było...
i oczywiście natka pietruszki, bo każdy wie, że należy przeżuć nieco coby odór alkoholu zabić i drogówka się nie czepiała...;)
rozebrałem bestyjki ...
zeszkliłem drobno posiekaną cebulę z peperoncino i wrzuciłem cukinię i ziemniaki w plasterkach...
z lekka podsmażyłem i podlałem wywarem warzywnym i przefiltrowanym rosołkiem spod cozzy...
i dusiłem...;)
oczywiście dodając łyżke imbiru.. dusiłem..:)
na koniec przecisnąłem przez praskę gęste..dodałem cozze.dopieprzyłem, dosoliłem podgotowałem i ..
dobre wyszło..;)
tylko kurna dylemata mam..:(
znaczy nie wiem jak ja mam to cudo nazwać..?????;>
piątek, 7 grudnia 2012
poniedziałek, 17 września 2012
Cozze alla gratin..;)
jako, że siłą rozpędu pootwierałem nieco więcej, to sobie talerzyk alla gratin zrobiłem..
znaczy dałem każdej nieco czosnku, natki, pieprzu..kawałeczek masła i otuliłem startym pecorino i bułką tartą...
znaczy dałem każdej nieco czosnku, natki, pieprzu..kawałeczek masła i otuliłem startym pecorino i bułką tartą...
tiella barese...;)
kiedyś co prawda już prezentowałem to danie, ale robiłem je z dość
luźnym podejściem do oryginału..w tej chwili różnica polega jedynie na
kształcie naczynia..powinno być okrągłe..;)
nazywa się to tiella barese, bądź pugliese..zresztą prawie na jedno wychodzi...:D
na dno chlusnąć oliwy..
dno wyłożyć szczelnie pokrojoną na tarce cebulą...znaczy max cienko.. i posiekany czosnek...;)
na to tak samo cienko pokrojone w plasterki ziemniaki, sól i pieprz...
plasterki pomidorów
natka pietruszki i otwarte surowe cozze..
cozze posypujemy ryżem i przykrywamy szczelnie plasterkami ziemniaków..na które znowu pomidory, starte pecorino i bułka tarta..
całość podlewamy delikatnie wodą z cozzy i dopełniamy niemal do końca wodą..
i do piekarnika na godzinę na 200 C
znaczy czekam jeszcze chwilkę..;)
powiem tylko tyle..
z wrażenia zapomniałem sobie bianco wlać..;)
nazywa się to tiella barese, bądź pugliese..zresztą prawie na jedno wychodzi...:D
na dno chlusnąć oliwy..
dno wyłożyć szczelnie pokrojoną na tarce cebulą...znaczy max cienko.. i posiekany czosnek...;)
na to tak samo cienko pokrojone w plasterki ziemniaki, sól i pieprz...
plasterki pomidorów
natka pietruszki i otwarte surowe cozze..
cozze posypujemy ryżem i przykrywamy szczelnie plasterkami ziemniaków..na które znowu pomidory, starte pecorino i bułka tarta..
całość podlewamy delikatnie wodą z cozzy i dopełniamy niemal do końca wodą..
i do piekarnika na godzinę na 200 C
znaczy czekam jeszcze chwilkę..;)
powiem tylko tyle..
z wrażenia zapomniałem sobie bianco wlać..;)
piątek, 13 lipca 2012
cozze z grilla..;)
sobie przez nieuwage zakupiłem za dużo cozzy..i nawet miałem chwilkę,
kiedy sobie myślałem, żeby je..znaczy ten nadmiar na surowo z pecorino
wrąbać, ale jakoś w tym upale się boję..;)
i sobie wymyśliłem cozze na grillu..:D
posypałem pietruszką, rosmarynem, pieprzem, rzuciłem kawałek masła i zawinąłem w pazłotko..;)
rzuciłem na grilla, a jak zaczęło syczeć, parskać, powiększać się i roztaczać wywaliłem na talerz..;)
znaczy posypałem cacioricottą, ale super wyszło..:)
i te grzaneczki sobie moczyłem..
znaczy idę pozostały kjilogram rozpracować..:D
i sobie wymyśliłem cozze na grillu..:D
posypałem pietruszką, rosmarynem, pieprzem, rzuciłem kawałek masła i zawinąłem w pazłotko..;)
rzuciłem na grilla, a jak zaczęło syczeć, parskać, powiększać się i roztaczać wywaliłem na talerz..;)
znaczy posypałem cacioricottą, ale super wyszło..:)
i te grzaneczki sobie moczyłem..
znaczy idę pozostały kjilogram rozpracować..:D
poniedziałek, 7 maja 2012
u przyjaciół..;)
dałem się wyłudzić..i jestem szczęśliwy..prawie znaczy..bo mnie młodzieniec
trafił sprzętem w oko..;)
chłodne bianco..
spaghetti alle cozze con pecorino..;)
cozze crude...
trafił sprzętem w oko..;)
chłodne bianco..
spaghetti alle cozze con pecorino..;)
cozze crude...
Subskrybuj:
Posty (Atom)