pecorino miałem w lodówce...starte... i tak sobie wymyśliłem, żeby
zużyć, zanim się samo zużyje... jedyny godny wykonawstwa, bo ostatnio
mam problemy z tym tematem, pomysłem okazała się parmigiana...wiem..co
to za parmigiana, bez parmezanu, ale po jeden miałem akurat pecorino, po
dwa parmezan nie jest na szczycie listy moich ulubionych serów...;)
bakłażana pokroiłem w plastry wzdłuż...jak się okazało w toku obróbki za
grube nieco... obtoczyłem w jajku rozbełtanym z wodą, mące i
usmażyłem... z bułki tartej, jajka z dodatkiem wody, pecorino, czosnku i
natki pietruszki wymiąchałem masę do faszerowania... z bakłażana
poformowałem wypełnione niewielką ilością farszu roladki i poukładałem
ciasno w naczyniu z sosem pomidorowym..pieprz sól, listek bazylii i sos
na wierzch.. 30 minut w 180C i gotowe...:)
Puglia...królestwo wina i oliwy...kuchnia włoska w pełnym tego słowa znaczeniu... Kilka słów na temat regionu, kuchni...bazy turystycznej... kilka porad gdzie warto zajrzeć, i które miejsca omijać szerokim łukiem...:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pecorino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pecorino. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 października 2013
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Risotto alle cime di rape...;))
Dawno już miałem ochotę to zrobić, ale chyba obawiałem się porażki, a mówiąc szczerze nie wiedziałem jak to będzie pasowało do siebie... ale znalazłem natchnienie u wujka Googla...;))
Najpierw sobie ugotowałem te kwiatuszki niedorozwinięte...
czosnek zeszkliłem na oliwie od baby z dodatkiem anchois i peperoncino...
i sru... ryżu...na to...;))
pociąłem odsączone cime...
wrzuciłem do gara i podlałem wszystko wodą z gotowania...(w ramach recyklingu)
a po wyłączeniu gazu sypnąłem startym serem i pieprzem i masła ciut wrzuciłem...
no i zeżarłem... z rosso, ale bianco też dałoby radę..;))
i przyznam, że było dobre..a nawet bardzo dobre... teraz muszę spróbować jak się sprawdzi w tej kompozycji wyrób słoiczkowy...;))
Najpierw sobie ugotowałem te kwiatuszki niedorozwinięte...
czosnek zeszkliłem na oliwie od baby z dodatkiem anchois i peperoncino...
i sru... ryżu...na to...;))
pociąłem odsączone cime...
wrzuciłem do gara i podlałem wszystko wodą z gotowania...(w ramach recyklingu)
a po wyłączeniu gazu sypnąłem startym serem i pieprzem i masła ciut wrzuciłem...
no i zeżarłem... z rosso, ale bianco też dałoby radę..;))
i przyznam, że było dobre..a nawet bardzo dobre... teraz muszę spróbować jak się sprawdzi w tej kompozycji wyrób słoiczkowy...;))
niedziela, 19 grudnia 2010
W rowie znalezione...;)) boćwina po raz n-ty...
Obawiałem się, że po okresie niskiej temperatury nic godnego włożenia do garnka nie znajdę, ale...
znalazłem boćwinę..;))
wiem... była już... ale jeszcze nie w tym wydaniu...;))
Myślą przewodnią było przygotowanie jakiejś przekąski...tak do wina...żeby sobie od czasu do czasu przegryźć małe co nieco...:)
Ale wracajmy do kuchni...
oddzieliłem liście od łodyżek, umyłem i ugotowałem osobno w posolonej wodzie...
wyjąłem i odsączyłem...
Nie chodzi mi tutaj o sprzedawanie przepisu, ale o pokazanie jak można szybko, niskim nakładem kosztów i czasu zrobić w kuchni coś dobrego ...
kiedyś w ramach zakładu przygotowałem ucztę z 10 potraw z ziemniaka... kazda miała inny smak i inny wygląd, a mój rywal po spróbowaniu piątej z rzędu przestał zadawać już pytanie : " z czego to jest...??"
następnie posiekałem cebulę i czosnek... i połowę wrzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby z dodatkiem olio santo i peperoncino...
pozostałą cebulę dorzuciłem do liści, a czosnek na patelnię z oliwą od baby i olio santo...;))
do liści dorzuciłem posiekane kapary , a do rondelka z peperoncino w całości...
w momencie kiedy czosnek był zeszklony dorzuciłem tam liści... do rondelka z cebulą natomiast łodyżki...
liście po z aromatyzowaniu ich wyrzuciłem na miskę, a do rondelka z łodyżkami dodałem posiekanych pomidorów...
znalazłem boćwinę..;))
wiem... była już... ale jeszcze nie w tym wydaniu...;))
Myślą przewodnią było przygotowanie jakiejś przekąski...tak do wina...żeby sobie od czasu do czasu przegryźć małe co nieco...:)
Ale wracajmy do kuchni...
oddzieliłem liście od łodyżek, umyłem i ugotowałem osobno w posolonej wodzie...
wyjąłem i odsączyłem...
Nie chodzi mi tutaj o sprzedawanie przepisu, ale o pokazanie jak można szybko, niskim nakładem kosztów i czasu zrobić w kuchni coś dobrego ...
kiedyś w ramach zakładu przygotowałem ucztę z 10 potraw z ziemniaka... kazda miała inny smak i inny wygląd, a mój rywal po spróbowaniu piątej z rzędu przestał zadawać już pytanie : " z czego to jest...??"
następnie posiekałem cebulę i czosnek... i połowę wrzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby z dodatkiem olio santo i peperoncino...
pozostałą cebulę dorzuciłem do liści, a czosnek na patelnię z oliwą od baby i olio santo...;))
do liści dorzuciłem posiekane kapary , a do rondelka z peperoncino w całości...
w momencie kiedy czosnek był zeszklony dorzuciłem tam liści... do rondelka z cebulą natomiast łodyżki...
liście po z aromatyzowaniu ich wyrzuciłem na miskę, a do rondelka z łodyżkami dodałem posiekanych pomidorów...
poddusiłem nieco i starłem pecorino...
połowę pecorino wrzuciłem do miski z liśćmi, dodałem jajko, gałki muszkatołowej i popieprzyłem...
no i wymiąchałem oczywiście, a nawet dodałem nieco bułki tartej dla uzyskania właściwej konsystencji ...
Łodyżki wyłączyłem popieprzyłem i dodałem pecorino... z liści natomiast ulepiłem kuleczki i usmażyłem na głębokim oleju..:))
O ile pierwsze smaczniejsze jest na ciepło...dając jednak kilka minut na przejście smakami, o tyle kuleczki można z powodzeniem zjadać na zimno..:))
jeszcze taka drobna uwaga techniczna... jeśli komuś nie odpowiada wygląd zewnętrzny kuleczek wystarczy je obtoczyć w jajku i bułce tartej..ja użyłem tylko mąki, więc wyszły w kolorze maskującym..;))
środa, 15 grudnia 2010
taki sobie wynalazek...;))
Ponieważ jeszcze w pamięci mam smak sycylijskich arancini , a zostało mi z obiadu ryżu ( o tym, że mi się nie chciało robić nic nie będę pisał...;)) ) wymieszałem go ze startym pecorino i natką pietruszki , popieprzyłem , ulepiłem kuleczki i obtoczyłem w rozbitym popieprzonym i posolonym jajku i bułce tartej...
zastanawiałem się co prawda nad opcją podduszenia ich jeszcze w sosie pomidorowym i podania w zanurzeniu, ale wydzielały zbyt zachęcający jak na moją słabą silną wolę aromat...
no mówiąc po ludzku zeżarłem...;))
i tak sobie wymyśliłem , że te kuleczki to doskonały sposób na pozbycie się różnego typu resztek farszów, jarzynek, itp.
dlatego jutro zrobię sobie mały zapasik takich kuleczek o różnych smakach ...
tak do przegryzania...;))
zastanawiałem się co prawda nad opcją podduszenia ich jeszcze w sosie pomidorowym i podania w zanurzeniu, ale wydzielały zbyt zachęcający jak na moją słabą silną wolę aromat...
no mówiąc po ludzku zeżarłem...;))
i tak sobie wymyśliłem , że te kuleczki to doskonały sposób na pozbycie się różnego typu resztek farszów, jarzynek, itp.
dlatego jutro zrobię sobie mały zapasik takich kuleczek o różnych smakach ...
tak do przegryzania...;))
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























