Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sos pomidorowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sos pomidorowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 czerwca 2013

prezenta dostałem i posadziłem sobie jajka..;)



  jako, że ze mną jak z dzieckiem, znaczy musiałem wypróbować...
poszatkowałem szalotkę, rzuciłem na oliwę, dodałem peperoncino, zesmaczyłem, dodałem passatę pomidorową i oregano..dosoliłem, a na tym pikantnym sosie pomidorowym usadziłem jaja...kurze jakby co..;)
i posypałem cacioricottą....

Obrazek

Obrazek

środa, 20 lutego 2013

chwilka zadumy...;)

refleksja mnie dopadła z okazji sosu pomidorowego jak wiele rzeczy w kuchni wykonuję machinalnie, bez głębszego zastanowienia...
w sensie wrzucając składniki w biegu pomiędzy milionem innych mniej lub bardziej istotnych spraw...:)
jako, że sos pomidorowy gości w mojej kuchni nader często postanowiłem zrobić go nieco więcej...
sos wyszedł super, ale nie pamiętam , jak dawno wykonywałem go z pełną kontrolą i świadomością tego co czynię...i nie chodzi mi o poziom krwi w alkoholu..;P
1/2 cebuli poszatkowałem najdrobniej jak potrafiłem i zeszkliłem na 3 łyżkach oliwy...malutki ogień i cały czas mieszanie..ma się zeszklić, nie zezłocić...:)
jak już była naprawdę przezroczysta dodałem litr passaty pomidorowej...a nawet butelkę popłukałem wodą i też dolałem...
i tutaj następna refleksja w refleksji...
w sumie raz chyba zdarzyło mi się , że kupiłem passatę lekko kwaskowatą, nie w sensie stanu przydatności do spożycia, ale użytych do jej produkcji pomidorów
dodałem soli, szczyptę pieprzu i majeranek w ilości takiej, żeby dawał lekkie tło, ale nie dominował...
całość wyszła naprawdę super...
znaczy pasta al pomodoro na obiad, a resztę sosu użyję do innych potraw, ewentualnie w miarę potrzeb doprawiając go..:)

wtorek, 16 listopada 2010

W rowie znalezione...;)) c.d. wariacji na temat boćwiny...;))

Postawiłem sobie za cel wypróbowanie jak najwięcej dań z tej rośliny, ale muszę jednak zrobić sobie małą przerwę i w najbliższym czasie postaram się wypróbować kilka przepisów znalezionych na blogu mojej sympatycznej znajomej/nieznajomej, które wzbudziły moje szczególne zainteresowanie...:))
 Bietole con aciughe
a po polskiemu bardziej Boćwina z anchois ;))

Na początek standard , czyli umyć i oddzielić ogonki od liści...liście można wykorzystać do zup lub jako przystawkę wg. innych przepisów... ja akurat oddałem królikom sąsiada w nadziei, że przynajmniej jeden trafi do mojej kuchni...;pp
Ogonki kroimy na kawałki około 5-10 cm i gotujemy w dobrze osolonej wodzie...
 na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek i wrzucamy posiekany czosnek...
drobna uwaga...nie doprowadzajcie go do stanu ze zdjęcia..wystarczy zeszklić, ja niestety przedobrzyłem...
 i kilka filecików anchois ...w momencie gdy anchois się już rozpuszczą całkowicie  wrzucamy dobrze odsączone ogonki pieprzymy (pieprzem znaczy się) i trzymamy na lekkim ogniu jeszcze ok 10 minut w końcówce posypując startym serem...dojrzałym odpowiednio w miarę możliwości...(czyt. śmierdzącym)
Tę potrawę należy spożyć na gorąco, czyli bezpośrednio po przygotowaniu...
mnie smakowało bardzo, ale następnym razem postaram się odsączyć nieco bardziej z oliwy...tym bardziej, że zjadłem ją z grzankami z grilla z kawałeczkiem masła...:))

Bietole al pomodoro znaczy w sosie pomidorowym...;))
Tym razem poszedłem na lenia...udusiłem podgotowane ogonki w sosie pomidorowym wzbogacając go o nieco większą niż zazwyczaj ilość pieprzu i pokaźną ilością startego dojrzałego sera...:)

to co mi się nasunęło już po fakcie...
!. powinienem użyć mniejszej ilości sosu i wtedy lepiej komponowało by się do chleba , z którym  to zjadłem
 2. gdybym pokroił boćwinę na nieco mniejsze kawałki w obecnej postaci potrawa stanowiłaby idealny dodatek do makaronu..np. penne
pod względem smakowym-bomba...:))


wszystkie potrawy popijam rosso, ale w tym przypadku zaryzykowałbym coś białego, ale raczej z wyższej półki niż vino da tavola..:))

poniedziałek, 15 listopada 2010

Podstawa kuchni włoskiej..??? al pomodoro ;))

Zaniechanie palenia to straszna sprawa...zjadłem całe pieczywo i znów mnie dopadł głód...:((
Wstawiłem więc wodę na makaron... (i pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu używałem go tylko jako dodatku do zupy i obrażałem się śmiertelnie jeśli podano mi go w innej postaci...;)) )
Posiekałem czosnek i cebulę...
  i wrzuciłem na rozgrzaną oliwę od baby...;))

po zeszkleniu dodałem passata di pomodoro, a tak bardziej po ludzku przecier..(nie koncentrat) pomidorowy...
 oczywiście, że najlepiej byłoby dodać pomodori pelati, ale musiałbym wtedy gotować nie 15 minut tylko godzinę minimum... o świeżych nawet nie wspominam...:)
Nie wiem, czy ma to większe znaczenie, ale staram się dodawać przyprawy chwilkę przed dodaniem przecieru...mam wrażenie, że wychodzi bardziej smaczny...tym razem dodałem tylko soli i sporo pieprzu...:))
I w tej prostocie ukryta jest cudowność kuchni włoskiej, bo gdybym zamiast pieprzu dodał bazylii otrzymałbym pomodoro-basilico, dodając natomiast peperoncino arrabbiata...

sobota, 18 września 2010

Wyłudzone przepisy... cz.3

W stałym cyklu poznawania kuchni Puglii od korzeni... Moi przyjaciele najwyraźniej doszli do wniosku, że jestem stanowczo za chudy...;pp

na pierwsze...???
były penne w sosie pomidorowym i zraz zawijany z konia...znaczy koniny...

Obrazek



W tej wersji sos wykonano na bazie zrazów... i muszę przyznać, że był bardzo smaczny...:)

na drugie

Obrazek

porządny kawał wołowy z grilla i lampascioni...znaczy cebulki szafirka...znaczy pod ochroną gatunkową w Polsce... ;))


do tego morze wina , bo gospodarz twierdzi, że wino daje energię i należy je pić, a że ma lat 85 , a starszych należy słuchać to się dostosowałem...
do przegryzki seler naciowy w formie naturalnej i orzechy włoskie...i wino...;PP