piątek, 20 czerwca 2014

primitivo z primitivo...:D

zaszalałem..znaczy chwilowo nie jest za gorąco, ale się zanosi na poważne zawirowania atmosferyczne... znaczy grzmiało będzie , błyskało i pioruny będą waliły...;>
ale..nie tak dawno skusiłem się na chleb maczany w winie... primitivo oczywiście , bo czegóż innego można by się po mnie spodziewać...
tym bardziej, że w kolebce primitivo mieszkam... o charakterze nie wspomnę... z grzeczności...
w każdym razie wymyśliłem sobie coby zaryzykować i wypróbować na własnym organizmie torchietti al primitivo, że niby zamiast wody wina z mąką wymiąchali... mało tego to jeszcze "trafilata in bronzo", że niby taka bardziej szlachetna od szlachcica ta pasta..;)
w każdym razie ugotowałem jak kazali w osolonej wodzie z dodatkiem ... hojnym dodatkiem... primitivo...
i w sumie to oni kazali tylko polać oliwą i poskrobać nieco sera na to, ale tak sobie pomyślałem w moim primitivnym rozumku, że jak dodam te kilka zielonych migdałów co je w rowie zerwałem w ramach łakomstwa i miłości do dań sycylijskich i sypnę nieco pietruszki to przecież wielkiego przestępstwa nie popełnię... znaczy sypnąłem, poskrobałem, pomiąchałem..polałem sobie primitivo ... znaczy dla pocieszenia , jakby niedobre wyszło...
jest takie określenie... w niektórych kręgach uważane za wulgarne wręcz...
ale ja nie poeta... znaczy pozostając w temacie primitivizmu to było zajebiste...;)

czwartek, 27 marca 2014

spaghetti, vongole , karczochy...;)

Obrazek

same afrodyzjaki... znaczy vongole i karczochy ze spaghetti...
a takie dobre mi wyszło, że przy trzeciej porcji pomyślałem sobie, że jednak mogłem sąsiadkę zaprosić, bo to grzech tak samemu jeść..;)
 Vongole otworzyłem przy udziale bianco i czosnku, jednocześnie w drugim rondelku poddusiłem karczochy. Nie lubię zbyt wysuszonych małży, a karczochy jednak potrzebują nieco więcej czasu..wymieszałem razem zostawiając chwilkę na ogniu , żeby smaki się przegryzły i dodając pomidory...
makaron, ostatnie poprószenie pieprzem już na talerzu i gotowe..;)

wtorek, 18 marca 2014

penne rigate z karczochami w sosie gorgonzolowym..;)

coby nie było, że tylko wyłudzam...;)
już od kilku dni za mną chodziły karczochy...nawet sobie najbardziej śmierdzącą gorgonzolę jaka znalazłem w okolicy zadobyłem, ale jakoś mocy wykonawczej mi zabrakło...
i w sumie gdyby nie fakt, że się drzwi w samochodzie kolegi zablokowały i wysiąść przy straganie z karczochami nie mogłem, pewnie do dziś bym nie zrobił, a tak on wyskoczył po pomarańcze i drze dzioba, czy chcę, bo są ładne..to chcę, ale łądne nie były bardzo..znaczy postawił mnie przed faktem dokonanym...
na zesmaczoną czosnkiem oliwę walnąłęm te karczochy i jak nie srujnę bianco...znaczy ręka mi drgnęła z tej radości i się mi trochę dość dało, ale nadmiar bianco jeszcze nikomu nie zaszkodził...;)
poddusiłem,gorgonzola, pieprz, sól i natka pietruszki ...
znaczy dobre było...;)

Obrazek